Ścieżka duchowa

Moja ścieżka duchowa

Otrzymałem kilkanaście zapytań od Czytelników na temat mojej własnej ścieżki duchowej. Chcecie wiedzieć, w jaki sposób praktykuję. To dobre pytanie, więc nie może pozostać bez odpowiedzi.

Kiedyś już pisałem na ten temat na swoim blogu, dlatego pozwoliłem sobie zamieścić ten sam artykuł w „Przewodniku duchowym”. Myślę, że nie ma sensu pisać wszystkiego od początku. Tym bardziej, że niewiele się od tego czasu zmieniło. Poniżej znajdziesz więc moją krótką historię, nieco zaktualizowaną w stosunku do wersji z bloga.

Istota rozwoju duchowego opiera się na indywidualnych ścieżkach poznania, wykraczających poza religie instytucjonalne i masowe wierzenia. Ludzie z zasady różnią się od siebie – posiadają własne doświadczenia i poglądy – wewnętrzna duchowość jest więc charakterystyczna dla każdego człowieka z osobna. Z tego powodu na świecie istnieje wiele tradycji duchowych; każda ścieżka rozwoju osobistego i duchowego jest na swój sposób unikalna.

Moja praktyka duchowa

Duchowość zajmowała szczególne miejsce w moim życiu od najmłodszych lat; odkąd sięgam pamięcią, zawsze największe znaczenie miało dla mnie rozumienie świata i innych ludzi. Początkowo przejawiało się to w tradycyjnej nauce i rozwijaniu różnorodnych umiejętności, ale szybko przekształciło się w głębokie studia tradycji duchowych. Nie jestem zwolennikiem systemów religijnych i skostniałych prądów filozoficznych – moim zdaniem, każdy człowiek powinien pracować nad kształtowaniem osobistej ścieżki duchowej. Tylko w ten sposób można mówić o rozwoju duchowym; religia czy filozofia nie zawsze jest tożsama z tym pojęciem.

Mimo że wychowałem się w rodzinie katolickiej, już jako nastolatek odrzuciłem religię na rzecz poznawania prawdy uniwersalnej (wiem, trochę górnolotne sformułowanie). Ludzie na całym świecie praktykują w przeróżny sposób i co najmniej nietaktem byłoby twierdzenie, że tylko jedna z tych tradycji jest właściwa, a wszystkie inne to stek kłamstw czy siedlisko zła. Przekonałem się o tym na własnej skórze. Przez lata studiowałem różne kultury duchowe: począwszy od filozofii, przez hinduizm czy buddyzm, skończywszy na taoizmie i zen.

Moje dociekania zaowocowały dosyć jasnymi wnioskami. Otóż każda religia czy system filozoficzny uczy w gruncie rzeczy tego samego. Oczywiście istnieją różnice w szczegółach, dogmatach czy obrzędach, ale sam rdzeń nauk pozostaje zawsze taki sam. Za każdym razem mędrcy i nauczyciele duchowi uczą, by być prawym człowiekiem; potępiają mordowanie, kradzież czy kłamstwo, natomiast zalecają uczciwość, miłość i szlachetność. Wszędzie spotykamy podobne zasady moralne. Nawet jeśli poszczególne tradycje używają innych pojęć, w głębi swego przekazu uczą tego samego.

Uderzyło mnie również to, że nauki oświeconych mędrców są prawie zawsze zniekształcane przez ich następców (uczniów, wyznawców etc.) i wypaczane w formę wierzeń religijnych. Jeden z moich przyjaciół powiedział kiedyś: „Jeśli ktoś nie jest wystarczająco mądry, by zrozumieć nauki mędrca, zaczyna wierzyć mu na słowo – a z tego robi się religia”. To wydaje się być prawidłowością na przestrzeni całej historii rodzaju ludzkiego.

Szukam swojej własnej ścieżki

Ja wybrałem nieco inne podejście. Zapoznaję się z naukami jakiegoś nauczyciela (Buddy, Laozi, Jezusa czy Konfucjusza), a następnie dogłębnie je analizuję. Nie pozwalam sobie na twierdzenia typu: „To musi być prawda, skoro wielki mędrzec  mówi w ten sposób”. Zamiast tego pracuję nad danym zagadnieniem tak długo, aż je zrozumiem. Stosuję przy tym zasadę: muszę to zrobić samodzielnie; dopiero wtedy mogę sprawę uznać za załatwioną. Gdybym pozwolił komuś odwalić za mnie całą robotę, popełniłbym jeden z podstawowych błędów rozwoju duchowego.

Korzystam z osiągnięć wszystkich tradycji duchowych, nie odrzucam niczego, co jest właściwe i niesie w sobie prawdę uniwersalną. Szczególną uwagę przywiązuję do nauk starożytnych mistrzów. To może nieco dziwne, ale nasi przodkowie wydają się być o wiele lepiej zorientowani w sprawach duchowych niż ludzie żyjący współcześnie. Nie wiem, z czego to wynika. Może z tego, że my staramy się używać zbyt wielu słów i opisywać wszystko zbyt szczegółowo, po czym plączemy się we własnych wypowiedziach. Podziwiam prostotę takich tekstów jak Tao Te Ching czy Dhammapada. W tych księgach znajduje się czysta esencja duchowej mądrości; bez zbędnych ozdobników i rytualnej symboliki.

Przez jakiś czas pobierałem nauki u mistrza zen, który kilka lat przebywał w Polsce. Nauczyłem się od niego wielu wspaniałych rzeczy, ale zawsze pamiętałem, by trzymać się swojej zasady (nie przyjmować niczego na wiarę). Dopóki żył mój nauczyciel (zmarł w 2010 r.), każde jego słowo ważyłem bardzo dokładnie; często dyskutowałem uparcie i nie ustępowałem w wysiłkach, póki nie zrozumiałem nauki (nie ze wszystkim się jednak zgadzałem – zdarzało się, że moje wnioski były inne niż mistrza).

Cały czas pracuję nad sobą i rozumieniem natury rzeczy. Praktyka rozwoju duchowego pozwoliła mi otworzyć się na własne wnętrze i poznać siebie, jak w żaden inny sposób. Znalazłem tam ogromną moc; siła ta znajduje się w każdym człowieku. Jest ukryta, dlatego nie wystarczy tylko zerknąć do wnętrza. Trzeba się zanurzyć w sobie bardzo głęboko, a nie jest to łatwe.

Poza analizą pism i samej rzeczywistości, uprawiam regularnie medytację i wykonuję szereg ćwiczeń duchowych. W ostatnich latach zrezygnowałem z medytacji zazen (w pozycji siedzącej) na rzecz medytacji w ruchu. Na tym etapie pracy jest dla mnie bardziej odpowiednia i bardziej wymagająca.

Osobista misja

Uważam, że każdy człowiek powinien mieć w życiu jakąś misję. Nie musi to być nic wielkiego i wpływającego na losy całego świata. To może być coś tak zwyczajnego jak wychowanie dziecka czy po prostu bycie dobrym człowiekiem (tę ostatnią misję wybrała jedna z moich najlepszych przyjaciółek i realizuje ją wyśmienicie).

Moją misją jest nauka, a w szczególności nauka duchowa. Jestem uczniem i obserwatorem; staram się uczyć od każdego, kogo spotkam na swojej drodze. Nauka jest tym cenniejsza, że uprawiana z pasją i zaangażowaniem. Nie traktuję jej jako konieczności niezbędnej do osiągnięcia stanu oświecenia czy czegoś w tym rodzaju. Prawdę mówiąc, sam cel drogi duchowej nie ma dla mnie wielkiego znaczenia; to droga się liczy. Mój mistrz kiedyś powiedział: „Jakże orzeźwiającą jest świadomość, że nie potrzebujemy żadnego oświecenia. Jak zabawne jest to, że jednak usiłujemy je osiągnąć”.

Jako że wiedza jest bezcennym skarbem ludzkości, w 2012 roku podjąłem decyzję o rozpoczęciu projektu pod nazwą „Przewodnik duchowy” (którego właśnie czytasz). Jest to elektroniczny magazyn poświęcony rozwojowi duchowemu. Wraz z grupą przyjaciół staramy się przekazywać za jego pomocą wartościowe treści, które – przynajmniej według mnie – powinny być zebrane w jednym miejscu i popularyzowane. Mam nadzieję, że z czasem uda nam się rozpowszechnić mądrość duchową i wspomóc wielu ludzi w wyzwaniach ich codziennego życia.

Ten artykuł został opublikowany w „Przewodniku duchowym” nr 7

Zmień czyjeś życie na lepsze! Udostępnij:
Share on Google+Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponEmail this to someonePrint this page
Komentarze
  1. Renata
  2. Prosty człowiek
  3. Fredii
  4. Pawel
  5. Wierzący
  6. Ewcia
  7. Gość
  8. ania z zielonego
  9. Gość
  10. Adrian Strójwąs
  11. Holistic
  12. Vojtas
  13. Michał
  14. Krui
  15. Olka
  16. Marek
  17. Lupus
  18. Dr
  19. Gość
  20. Ryszard Machłowski
  21. Monia
  22. Agnieszka
  23. Andrzej Wall
  24. Emilia Zaręba
  25. Mariusz Skraczek
  26. nagomi
  27. Arakdiusz Bradel
  28. Adrian
  29. Gość
  30. damiozi
  31. michal
  32. Gość
  33. Cylusz
  34. Adam Biernacki
  35. MerryJ
  36. Przemysław
  37. Gość
  38. Dominik Brzus
  39. Marcin
  40. igor
  41. Karolina
  42. LostINspace
  43. Adam
  44. Tomasz Tomaszewski
  45. Włodek
  46. Marek
  47. Gość

O Stronie | Polityka Prywatności | Zasady Autorów | Warunki Użytkowania | Kontakt

© 2012-2017 Przewodnik duchowy. Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie treści zabronione. | W oparciu o MyThemeShop.