Rozwój duchowy

Twoja droga do harmonii i szczęścia

Komentarze do artykułu:

Toksyczny związek – jak go rozpoznać?

« Wróć do artykułu

Większość komentarzy znajdujących się poza systemem Disqus to wpisy archiwalne, dokonane przez Czytelników przed zmianami wprowadzonymi na stronie. Zachęcamy do korzystania z Disqus. Jeśli jednak wolisz nadal dodawać swoje komentarze bezpośrednio na stronie, pozostawiamy taką możliwość w postaci tego oto formularza.

Bogda

Myślę, że w związkach toksycznych zazwyczaj żyją osoby, które kochają miłością desperacką lub te które, desperacko poszukują miłości...Najgorsze jest to, że takie osoby totalnie obniżają swoje wymagania wobec potencjalnego partnera- do niebezpiecznego dla siebie poziomu, zapominając jakby o wartościach, które zawsze były dla nich w drugim człowieku priorytetowe, niepodważalne....Nierzadko wierząc, że drugą osobę zmienią, nauczą kochać, szanować, okazywać szczerą troskę, brać za związek odpowiedzialność...Ba, mało tego...W ekstremalnych sytuacjach dają im pozwolenie na zdrady, poniżanie, fizyczne czy psychiczne molestowanie, pozwalając sobie wmawiać, że to po ich stronie leży wina takiego zachowania, że to oni są mało warci itp...

Dla własnego dobra nie warto tkwić w takim związku, bo każdy z nas ma prawo do normalności, do wolności fizycznej i psychicznej, do bycia szanowanym i kochanym, do realizacji siebie w życiu....Najważniejsze w tym wszystkim jest, aby uwierzyć w swoją niezaprzeczalną wartość i wtedy nikt z nas nie będzie tkwił w toksycznych związkach...

Raku

Podpisuję się pod tym, co pisze Bogda. Myślę że najbardziej podatne na pozostanie w takiej relacji są osoby, które nie potrafią być same. Wtedy druga osoba jest konieczna – i nie ważne jaką cenę się płaci za związek z nią. Alternatywa jest nie do zniesienia. No bo przecież te rzeczy o których piszesz w artykule, to jest coś co widać w zachowaniu drugiej osoby od razu – ale są jakieś przyczyny, że się je ignoruje..

Julia

Bogda, kobieto co Ty piszesz? Byłaś w takim związku, piszesz to z własnej autopsji? przeżywałaś to.. czy Twój post jest na zasadzie : nie znam się to się wypowiem? Tak się składa, że byłam w takim związku. Zawsze byłam towarzyską, wesołą osobą i zawsze miałam powodzenie u mężczyzn. I żadna desperacja, szukanie miłości na siłę nie stało się punktem wyjściowym do tego że znalazłam się w takim związku. Partner stopniowo zamykał mnie w tak zwanej złotej klatce, zakochałam się i przez ten okres nie widziałam nic złego w tym, że chce spędzać ze mną każdą możliwą chwilę. Nie zwracałam uwagi na to, że odcina mnie od reszty znajomych w tym jednym konkretnym celu, by zawłaszczyć mnie dla siebie. Bo człowiek zakochany nie dostrzega takich rzeczy, każdy objaw zazdrości odbiera jak coś naturalnego, bo przecież zazdrość w związku jest. Człowiek zaczyna się zastanawiać w momencie kiedy zazdrość przeradza się w zazdrość chorobliwą, uniemożliwiającą normalne funkcjonowanie. Jeśli partner wciąż ci powtarza że jesteś nikim, powoli zaczynasz w to wierzyć i dlatego nie odchodzisz. Starasz się załagodzić sytuacje, znaleźć z niej jakieś rozsądne wyjście. Twoim tokiem rozumowania, każda osoba nad którą ktoś się znęca fizycznie czy też psychicznie, która jest ofiarą molestowania, pada ofiarą gwałtu etc. sama jest sobie winna? Ofiarom takich związków należy współczuć i pomóc, a nie zrzucać na nich winę. Osoba będąca w takim związku jest ofiarą.. i wypisywanie że ma to na co sobie zasłużyła, jak twierdzisz szukaniem miłości na silę jest krzywdzące i wręcz oburzające.

Bogda

Pani Julio – proszę jeszcze raz przeczytać to, co napisałam i zastanowić się nad tym, co Pani napisała, bo mojego toku rozumowania w ogóle Pani nie zrozumiała. Włożyła Pani w moje usta słowa, których w ogóle nie napisałam i przyznaję, że bardzo mnie to zniesmaczyło... Bardzo Pani współczuję tej życiowej sytuacji, w jakiej się Pani znalazła, nie zrzucam winy na osoby, które znalazły się w takich związkach i jak najbardziej uważam, że tego typu osoby potrzebują pomocy, ale... NIGDY nie zrozumiem kobiet, które udają, że wszystko jest ok, które biernie poddają się losowi, które są bite, poniżane i kompletnie nic z tym nie robią, udając, że wszystko jest w porządku, które narażają dzieci. NIGDY... Życia za nas nikt nie przeżyje i pewnych decyzji za nas nie podejmie... Bo i pewnie najłatwiej niczego nie zmieniać, zwalać na okoliczności zewnętrzne winę za swój los, niż wziąć się do roboty, by życie zmienić. Ktoś powie, że łatwo mówić osobom postronnym, a ja powiem, że życie nie jest łatwe i od naszych niełatwych decyzji zależy jego jakość...

Mi udało się trzem osobom pomóc i wyciągnąć je z bagna chorego toksycznego związku ( były to związki o wiele gorsze niż Pani przypadek), ale tylko dlatego, że te osoby w pewnym momencie, gdy jeszcze nie było za późno, zechciały uciec... Chciałabym powiedzieć wszystkim tym kobietom, w stosunku do których stosowana jest jakakolwiek przemoc, znęcanie, aby uwierzyły w siebie, nie skazywały samych siebie i często swoich dzieci na takie bezprawie, bicie, poniżanie i ustawiczny stres... I wiem doskonale, jak w takich sytuacjach ważna jest pomocna dłoń...Nie każdy ją ma...Nie każdy może liczyć na rodzinę, nie każdy ma przyjaciół, itp... Gdyby rozwiązania prawne w naszym kraju były bardziej skuteczne, gdyby ofiary przemocy miały w zasięgu ręki odpowiednią pomoc, może nie tkwiłyby w toksycznych związkach... może łatwiej byłoby odejść, bo w dużej mierze przyczyną takiego stanu rzeczy jest porażka zarówno niewydolnego systemu prawnego, który pozostawia sprawców bezkarnymi, jak i przyzwolenia społecznego na takie traktowanie osób słabszych. Pozdrawiam :-)

mypumass

Witam.

Od 2 lat jestem w związku z chłopakiem. Od samego początku nam sie nie układało, nawet mało tego chciałam odejść. Poprosił mnie o danie nam jeszcze jednej szansy, zrobiłam to ... i od tego momentu sie zakochałam. Spędzałam najwspanialsze chwile z Nim, ale tak samo szybko jak się pojawił czar tym szybciej zniknął. Generalnie chłopak ma jakieś dziwnie silnie więzi z rodzicami i młodszą siostra, którą notabene traktuje o 10000% lepiej ode mnie. Mnie wciąż krytykuje, udowadnia mi ze jestem głupsza, nazywa mnie w publicznych miejscach imieniem swojej byłej dziewczyny.... a jej na wszystko pozwala i wychwala pod niebiosa. Mało tego, jego mama mnie nie lubi, ostatnio jak tam byłam to mnie zbeształa, że tam się nie chce przeprowadzić, że tej szkoły nie skończę, że kiedy dziecko i w ogóle przeklina na mnie pod nosem. Normalnie masakra... w ogóle nie chcę tam jeździć. Chłopak jeździ sam na długie weekendy do rodziców, a ja co... zostaje sama. Wciąż mi dogaduje, że nie jestem tak perfekcyjna w sprzątaniu, a to mam być jak moja koleżanka szczupła, a włosy do pasa mam mieć... normalnie kocham go, ale już dłużej nie wytrzymuje... zawsze byłam radosna, uśmiechnięta i nie wątpiłam w siebie. Teraz generalnie kompletnie straciłam wiarę w siebie, mam kompleksy, bez powodu płaczę – normalnie mam juz dość. Dodam, że nie mieszkam w Polsce tylko zagranica i jest mi ciężej, bo nie mam tutaj rodziny ani przyjaciół. Tragedia... generalnie nie wiem jak sobie z tym poradzić, bo nie wyobrażam sobie życia bez Niego = komiczne ale prawdziwe szokok

Redakcja

No cóż, nie mogę Ci za wiele poradzić. Ja bym się nie wahał i postawił sprawę jasno: albo jesteś na pierwszym miejscu, albo "do widzenia". Żaden związek nie będzie udany, jeśli matkę czy siostrę (lub inne kobiety) stawia się przed partnerką. Myślę, że sytuacja musi się zmienić lub związek powinien się zakończyć. Niestety jeśli jesteś zakochana, sprawa jest o wiele trudniejsza.

Będę trzymał za Ciebie kciuki. Z pewnością znajdziesz rozwiązanie tej nieprzyjemnej sytuacji.

Pyjter

Hej mypummas,

Jestes odwazna i wspaniala kobieta, szukasz pomocy tzn ze Twe zycie jest w punkcie z ktorego nie potrfisz wyjsc sama. Nikt nie ma prawa aby Cie pomiznac lub obrazac w jakikolwiek sposob. Nie wolno dawac soba pomiatac, masz cale zycie przed soba, mozesz byc znowu soba, bo zatracilas sie w tym wszystkim. Nie jestes ta osoba ktora bylas wczesniej, chyba tak nie chcesz zyc?? Pomysl w koncu o sobie, czego pragniesz, co czujesz i nie daj sie dolowac. Jesli on by Cie kochal to tak by nigdy nie robil. Milosc to uczucie ktore wyzwala wielkie emocje, czlowiek mysli o tej drugiej stronie aby jej bylo dobrze, nie obraza i nie poniza. Twoj chlopak poczul sie pewny ze go nie opuscisz, nie ma do Ciebie szacunku zadnego. Chcesz tak zyc?

Kategorycznie i dobitnie powiedz ze tego nie chcesz, jesli troche Cie kocha to zrozumie, jesli nie to nie jest warty Ciebie. Bedziesz tak zyc, chcesz tego? Napisz prosze twe odczucia.

Pyjter

Zagubiona

Mam poważny problem co do sytuacji. Czy tu ktoś jeszcze zerka? Wolam o pomoc..

Redakcja

@Zagubiona, to zależy, jaki masz problem.

Edyta

Jak bym sama siebie slyszalaczemu to kobieta bierze na siebie to wszystko?! Czemu to ona ma ustępować? Czemu ma się zgadzać na takie traktowanie?! Czemu serce daje szansę choć rozum wie ze to powinien być koniec?!

Edyta

Co zrobić jak sama czujesz ze nie jesteś ważna?! Ze wszystko i wszyscy wazniejsi są od ciebie! Jak potrzebujesz ty pomocy i wsparcia i nie ma go tylko pięknie mówi ze jak cie kocha, że nie zostawiaj,że daj jeszcze jedna szanse,on się poprawi on będzie się starał i trwa to tydzień dwa a potem znowu to samo!

Edyta

Jesteśmy ze sobą prawie 10 lat od 3-4 lat zaczęło się wszystko psuć! Więcej jest tych złych chwil niż dobrych! To narasta, kumuluje się i jest czas ze juz podejmuje decyzję ze nie chce tak dłużej ze koniec ze lepiej będzie bez niż z nim i wtedy ON przeprasza,prosi robi słodkie oczka,mówi jak to on będzie się starał i pekam bo kocham. A to tylko słowa bo czyny mówią co innego.a ja cierpię i jestem zła ma siebie bo kolejny raz dałam się nabrać! Nie wiem co i jak dalej

Redakcja

Edyto, jak widzę twój związek jest niezbyt udany. Nie mogę ci sugerować rozstania, ponieważ nie znam was osobiście. Na pewno jednak nie powinnaś się na wszystko godzić. Małżeństwo to gra drużynowa. Nie może być tak, że jedna osoba się stara, a druga ma wszystko w przysłowiowych czterech literach. Jeśli jednak w związku nie ma wzajemności, to po co mielibyście być razem?

kropka

Witam temat ten jest bardzo obszerny związki toksyczne są bardzo ciężkim tematem ludzie znajdujący się w tak zwanym zawieszeniu nie wiedzą co maja zrobić jak maja postąpić a co dopiero mają zrobić ze swoim życiem człowiek każdego dnia czuje się nie potrzebny w tym związku a przecież związek to nie jedna osoba lecz dwie kiedy w związku brakuje komunikacji czułości zaufania to po prostu zanika wszystko ludzie się oddalają i nic już nie jest takie jak było dawniej .

Tomasz

Witam Drogie Panie. Od 2.5 roku jestem z dziewczyna/kobietą. Mamy po 30 lat. Wspolnie planujemy przyszlosc. MIeszkamy wspolnie od pol roku. W przyszlym roku odbedzie sie nasz ślub. Od poczatku naszej znajomosci mialem problemy aby dotrzec do jej wnetrza. Przy probie szczerej rozmowy zawsze bagatelizowała problemy. Często postawa defensywna lub tez ‚obrazona ze zwrocilem uwage’ konczyla rozmowe. Zdazal sie rozwniez szantaż ze jak mi sie nie podoba moge odejsc do innej kobiety. Moja nazyczona jest osoba zimna, nie okazujaca uczuc. Czesto czuje sie ‚opuszczony’ w zwiazku. NIe oczekuje slow pochwaly,slow wspolczucia itd. Czlowiek czasami potrzebuje zrozumienia poczucia ciepla, ze jest sie drugiej osobie potrzebny.Chocby slowa dziekuje dobrze ze jestes. NIetsety przez owe dwa lata....nie odczulem podobnych ‚uniesien’.Podczas rozmowy czesto sie fochuje,ze wogole rozmawiam do niej itd. Nigdy tez sama od siebie nie pocalowala mnie; nie mowiac juz o współżyciu. Caly czas pracuje nad naszym zwiazkiem chciclbym ja skruszyc, czas pokaze. Ale nie wiem jak dlugo pociagne w tym wszystkim. Kocham ja chce walczyc...

Redakcja

Tomaszu, miłość nie wybiera... jak to mawiają. Czasami pozostaje tylko walczyć do ostatniej kropli krwi. Pamiętaj jednak, żeby nie robić niczego na siłę. Osoba, którą się kocha, nie zawsze jest warta ceny, jaką trzeba zapłacić za bycie z nią.

Zdołowana

Żyję w toksycznym związku już wiele lat. Na początku chciałam to zakończyć ale przekonał mnie, że nie można iść na łatwiznę i że o związek trzeba walczyć. I ta walka trwa już kilkanaście lat. Walka między nami, bo ciągle walczymy ale nie o związek tylko ze sobą. Każdy dzień przynosi sprzeczkę, awanturę, dąsy, obrażanie się. Byłam pogodną, pełną poczucia humoru osobą. Teraz jestem ponura, często płaczę, jestem nerwowa. Nie dopasowaliśmy się i nie dotarliśmy. Myślę, że to docieranie się to mit. Jak coś nie pasuje, to nie można liczyć, że to się zmieni. Mój partner ciągle mnie krytykuje, zawsze ma odmienne zdanie od mojego, robi mi na przekór. Poza tym uważa, że wszystko wie lepiej, nawet jeśli chodzi o sferę mojego specjalistycznego wykształcenia, to on się lepiej na tym zna. Krytykuje nawet sposób mojego sprzątania, gotowania, prania. Udziela swoich dobrych rad we wszystkim nawet w sprawach na których się nie zna, bo tego nie robi. Zawsze ma swoje odrębne zdanie. Wszystko kontroluje. Do seksu dawno mnie zniechęcił poprzez krytykę moich zachowań. On przecież wie najlepiej jak mi sprawiać przyjemność a ja tylko przeszkadzam. Przyznaję, że stałam się złośliwa i odpłacam pięknym za nadobne. Ten związek to największa moja życiowa porażka. Przestrzegam wszystkich, którzy żyją w toksycznych związkach. Zakończcie je póki czas, żeby się nie męczyć tak jak ja.

Redakcja

@zdołowana, nie chcę cię krytykować, ale dajesz innym rady, do których sama powinnaś się zastosować. Nie piszę tego złośliwie. Po prostu jest mi przykro, że tak bardzo cierpisz w swoim związku. Myślę, że powinnaś to zakończyć, póki jest jeszcze czas na zbudowanie nowego życia. Z kimś, kto naprawdę cię pokocha.

Kama

nie wiem, czy jeszcze ktoś tu zagląda... wiem, ze jestem w toksycznym zwiazku tylko zastanawiam sie, czy to ja jestem toksyczna... Jestem z swoim partnerem rok i ciagle się kloce... na poczatku byly to klotnie "normalne" pozniej bylo juz coraz gorzej... moj placz, lzy i grozenie mu, ze odejde.... on pali strasznie duzo trawy... bardzo duzo i przy tym mnie oklamuje ciagle.... kazdego dnia slyszalam od niego, ze to juz koniec, ze od jutra nic nie pali.. i sie wkurzalam, gdy kazdego dnia te obietnice spelzaly na niczym bo wracalam do domu, a on byl juz zjarany.... teraz mamy przerwe... ja chyba na sile chce do niego wrocic.. nie wiem, zaczelam myslec nad swoim postepowaniem.. on twierdzil, ze pali przeze mnie .... ze go osaczam, kontroluje, ze jak wychodzi na impreze to sa miliony telefonow...i generalnie nie moze sie zrelaksowac, bo juz mysli, ze zaraz zadzoenie i spytam sie kiedy wraca.... ja sie wkurzlaam, bo zawsze sie spoznial... sama nie wiem juz, taki mam metlik w glowie... i zawsze jak zapalil, to robilam awanure, ze odwiez mnie teraz w tej chwili do domu, nie zalezy Ci na mnie itp itd, placz, generalnie ,krzyk i skolatane nwery,... jak mnie odwozil, to zmienialam zdanie, ze jednak nie, wkurzalam sie,ze nic z tym nie robi, ze nie probuje mnie zatrzymac i jednoczesnie tak bardzo mi na nim zalezalo... duzo by mowic.... awantur milony, srednio raz w tygodniu klocilam sie z nim, wielogodzinne awantury do samego rana, ja niewyspana w pracy i placzaca po kryjomu...

Redakcja

@Kama, na moje oko rzeczywiście jesteś w toksycznym związku. Co możesz zrobić? Zakończyć to. Oczywiście nie jest to łatwe, skoro kochasz. Zadaj sobie jednak pytanie czy naprawdę chcesz, żeby całe twoje życie tak wyglądało? A może wolisz żyć na jakimś sensownym poziomie i z kimś, kto na to naprawdę zasługuje? Tak naprawdę wybór należy do ciebie.

Magdalena Lindt

@Kama, wiem co przechodzisz, ponieważ sama zdecydowałam sie na zakończenie toksycznego związku (już tym razem bezpowrotnie), jest to decyzja wymagająca dużo samozaparcia, siły i próby logicznego zrozumienia, co nam ten związek tak naprawdę dał. A prawda taka, iż nie dał nam zwykle nic poza stopniowym wyniszczeniem, poniżeniem i depresją, stłamszeniem i poczuciem winy, na które nie zasługujemy. Dużo by tu pisać, ale jesli twój "partner" obarcza Cię winą za swój nałóg (rzekomo pali przez Ciebie, zapewniam Cię, że gdyby był alkoholikiem – piłby przez Ciebie, a jesli hazardzistą – grałby przez Ciebie itd.), jest to świadoma manipulacja jakiej on sie dopuszcza , przypisując Tobie całe zło i winę za swoje nieudacznictwo, samowolkę i brak empatii, oraz co za tym idzie – niemożność kochania kogokolwiek oprócz siebie samego. Mój związek trwał tylko rok, człowiek z którym byłam umiejętnie grał mi na emocjach, raz mnie "kochał" i stawiał na piedestale (głównie, gdy działałam wg jego planu), by potem mnie poniżać i dewaluować, obwiniać za własne potyczki i niepowodzenia. Resztką sił, jakie we mnie jakimś cudem zostały (mimo postępującej degradacji, izolacji od rodziny i przyjaciół, ciągłego dokuczania i pastwienia sie psychicznego nade mną) zakończyłam ten związek kategorycznie i bez powrotu. Pomogło mi w tym spisanie listy korzyści i strat tego zwiazku (po spisaniu jej byłam pod każdym względem grubo na "minusie") oraz szczera rozmowa z moja siostrą, której opowiedziałam wszystko bez ukrywania i kamuflowania (choć było mi momentami naprawdę wstyd !). Moja skromna rada – nie obwiniaj się już dłużej za czyjeś okrucieństwo (świadome lub nie), spróbuj sporządzić "na zimno" bilans zysków i strat tego zwiazku, najlepiej w obecności zaufanej osoby (członek rodziny, przyjaciółka, duchowny) i działaj jak najprędzej, nie "naprawiaj" innych (zwłaszcza, gdy nie widzą tego w ogóle, drwiąc z Twoich prób i bezsilności, nie okazując żadnej wdzięczności za Twoje zaangażowanie i chęć pomocy). Jedynie odchodząc uratujesz siebie – choć na pewno cieżko Ci w tej chwili te słowa zaakceptować i zrozumieć, jest to jednak prawda pod którą sama się podpisuję.

Natalia

Jestem w związku od niecałego roku, początki były piękne... Starał się i troszczyłam,każdego dnia zdobywał mnie na nowo. Z czasem jednak coś w nim zaczęło się zmieniać. Po kilku miesiącach wpadłam w depresję. Prosiłam go o rozmowę i czas. Nie chciał. Gdy tylko usłyszał, że płacze, rozłączał się lub wychodził a ja czułam się sama. Czas ciągle zajmowały mu gry. Pomógł mi przyjaciel zwykła rozmową przy jego dziewczynie, wsparciem. Ukochany pewnego dnia zabrał mi telefon i przeszukał wiadomości jakie pisałam. Uznał to za zdradę. Zerwał. Po kilku godzinach wrócił. Przepraszałam go,mimo że nic złego nie robiłam a mężczyzna, którego podejrzewał miał partnerkę. Kolejne dni staraliśmy się jak nigdy, tanczylismy na koncertach było cudownie i prawdziwie,w końcu czułam, że przy mnie jest. Wyjechałam do niego potem na dwa miesiące. Zaczął grać w gry komputerowe. Codziennie. Po 12-14h. Gdy tylko zwracałam mu uwagę to twierdził, że go otacza,że nie pozwalam mu realizować pasji. Poddałam się. Nie było go dla mnie, choć dzieliła nas odległość kilku centymetrów. Wkrótce zaczął stawiać pieniądze na mecze. Każda przegrana oznaczała dla mnie jego wycofanie, obarczanie mnie winą. Tak. Uważał,że przegrana jest wynikiem mojego zachowania,niedostatecznych chęci. Całe dnie sypiał po nocy przed komputerem. Gdy próbowałam go budzić reagował wściekłością. Każda pobudkę kończyły słowa,że wkurzylam go i teraz na pewno nie wstanie,bądź ze pójdzie na komputer. Coraz więcej płakałam. Do tego stopnia wycieńczyło to mój organizm, że mdlalam. Raz upadłam na płytki. Nie mogłam się podnieść. Nie reagował. Spał. Czołgalam się przez pół mieszkania, błagałam o pomoc. W końcu sama zaczęłam reagować wściekłością na jego pobudki,gdy obrażał mnie, popychalam go. Ciągle krytykował wszystko,co robiłam. Z uśmiechniętej osoby, stałam się swoim cieniem. Nie miałam już siły mówić. Po jakimś czasie wyjechałam. Pół miesiąca zajęło mu dostrzeżenie własnego zachowania. Nie zrobił tego sam. Do dziś się wstydzi. Po tym czasie było względnie dobrze. Obecnie ten okres znowu się zaczął. Znowu przegrywał pieniądze. Znowu zaczął grać tak dużo. Obiecał, że się zmieni, tez pracowałam nad sobą. Zawiodłam się kolejny raz. Każdy prezent jaki od niego dostane jest okraszony słowami, gdzie czuje się jak materialistka,czy ktoś kto go wykorzystuje,chociaż wcale tak nie jest. Zawsze to podkreślałam,że zamiast tego wszystkiego wolałabym żeby poświęcił mi czas, uszykował kolację, czy pomógł mi w codziennych obowiązkach. Zaczęły się też żarty, gdzie obrazi mnie, dając mi do zrozumienia, że się puszczam, czy mówiąc ze jestem fałszywa,że się mną znudził. Jednak,że to żart mówi dopiero po doprowadzeniu mnie do płaczu, kłótni, bądź po kilku godzinach, które psują cała atmosferę. Gdy próbuje o tym porozmawiać, słyszę, że to moja wina. Ze znowu się czepiam. Ze jest graczem i nie ma w tym nic złego. Mieliśmy razem spędzić wolne. Pierwszy tydzień w moim mieszkaniu, drugi u niego. Przyjechał później, w ostatniej chwili umówił się z kolegą na całonocne granie. Gdy do mnie dotarł,nie miał siły, zasnął od razu. Przez cały przyjazd mówił,że czuje się źle u mnie,bo za gorąco, bo je za dużo itd. Gdy zapytałam o co tak naprawdę chodzi,wiedziałam. Gra. Wyjechał po 4 dniach. Mieliśmy jechać razem,lecz umówił się z kolegą na noc. Znowu. Zawsze argumentował to tym,że ja nie będę miała co robić i nie lubię go. Tym razem stwierdziłam,że znajdę sobie zajęcie jakieś i mogę jechać. Usłyszałam,że wolą spędzić tez czas sami ze sobą w mieszkaniu a ja będę przeszkadzać. Nie wiem już, co z tym zrobić... Widzę własne błędy, bo nie jestem idealna i tez potrafię zachować się nie tak,lecz staram się. Zapytałam, co mu przeszkadza i zmieniam to a przynajmniej się staram. Jednak z jego strony to bardziej stawianie mnie przed decyzjami... Nasze noce razem okazały się gra z tym samym kumplem,bo akurat tamtemu wtedy pasuje. Ciągle jest nieobecny. Postanowił zapytać o zdanie kogoś starszego,własna mamę. Podzieliła moje spostrzeżenia. Lekceważy mnie i myśli tylko o sobie. Moje zachowania często są efektem tego,co robi. Gdy jest kłótnia to widzi tylko to,że się wkurzylam, ale nie widzi że od 4h budziłam go słysząc, że zaraz wstanie, gdy mieliśmy wyjść na jakiś spacer,czy kawę...Nie wiem,czy może coś ze mną jest nie tak, czy może to w nim jest problem...

Redakcja

Natalio, jeśli tak ma wyglądać wspólne życie, to musisz się zastanowić, czy to się w ogóle opłaca. Ja rozumiem miłość i gorące uczucia, ale nie można z tego powodu przez cały czas cierpieć. Życie nie powinno na tym polegać. Jeśli twój partner nie ma zamiaru niczego dawać z siebie w związku – zakończ to i poszukaj sobie kogoś innego. Na świecie jest wielu przyzwoitych facetów, którzy traktują kobiety we właściwy sposób.

Krokodylowa

Witajcie! Po 2 latach mega toksycznego zwiazku odeszlam... przypadek jest jeszcze gorszy niz wszystkie tu opisane – jezeli napisalabym Wam co przeszlam w swoim toksycznym zwiazku – zdecydowanie zamknelibyscie mnie w szpitalu psychiatrycznym. Od chwil pieknych, najwspanialszych na swiecie, o jakich sie ludziom nie snilo po ponizajace pelne nienawisci, wyzwisk lub napadow zlosci awantury, rostania, wyprowadzki, powroty. Wpadlismy w niekonczaca sie opowiesc, do ktorej juz pozniej dochodzily rekoczyny. Zdecydowalam sie uciekac, ostatecznie doszlismy do wniosku ze tylko sie wyniszczamy. Na kilka Dni przed wyjazdem okazalo sie ze jestem w ciazy. z nim!! Nie wiem czy zrobil to specjalnie, zeby mnie zatrzymac, nie moglam pozwolic na to zeby zniszczyl mi zycie. Nie uwolnilabym sie nigdy od tego syfu, gdybym miala z nim dziecko. Ucieklam. Od niego, nazawsze. Odcielam sie. Usunelam wczesna ciaze. Nie zaluje. Nigdy nie bede zalowac. Nie dajcie sie , jezeli juz jest zle – nie bedzie dobrze.

java

Usunęłaś ciążę – [ocenzurowano] jesteś!! A czemu tu dziecko jest winne!!!! Też byłam w podobnej sytuacji i teraz kocham najbardziej na świecie mojego 3 letniego synka.

Anna

Żyje w takim związku juz 15 lat jestem zmeczona psychicznie mysle ze stalam sie taka sama jak moj partner ktory przez lata zmniejszyl moja poczucie poczucie samooceny stalam sie sprawca teraz ja go gnebie wyzywam oskarzam ponizam on nie odejdzie bo mu wygodniej dziwne bo mam prace w niej sie realizuje swoja dzialalnosc a e domu jestem kurwa i szmata dwojke dzieci ktore wychowuja sie w patologi nie chce tak zyc nie umiem boje sie zadzwonic na policje najgorzej ze widze ze ja go wykanczam tak jak on to robil przez lata niewiem gdzienszukac pomocy nie chce tak zyc pomocy

Redakcja

Anno, trudno jest doradzać w takiej sytuacji, jak twoja. Zachęcam do zajrzenia do naszego działu o miłości i związkach. Jest tam kilka artykułów, które mogą ci pomóc. To na początek. Pamiętaj jednak, że to na tobie spoczywa obowiązek wzięcia sprawy w swoje ręce. Jeśli chcesz być szczęśliwa (i pragniesz szczęścia dla swoich najbliższych), musisz coś zrobić ze swoją sytuacją. Na myśl przychodzi mi telefon zaufania, a najlepiej jakaś psychoterapia. Najpierw dla ciebie (bo wszystkie zmiany powinno się zaczynać od siebie), a potem może i dla twojego partnera. To może być dobra droga do poprawy sytuacji.

bezradna

Witam, ja nie wiem co robić..? czy to toksyczny związek..? jetem w związku od 6 lat na początku było super., mimo iż wiem że wiele go to kosztowało bo dla mnie w sumie dla nas zrezygnował z kol (bardzo złe towarzystwo), ćpania, picia itp i trwało to kilka lat ale to wszystko szlak trawił 3 lata temu i pewnie z mojej winy bo rozmawiałam systematycznie z kol(ani razu sie nawet z nim nie spotkałąm od tego czasu jak jestem z nim ) poznanym sprzed ale nigdy bym go nie zdradziła po prostu bardzo miło z kimś porozmawiać tym bardziej że odkąd z nim byłam nie utrzymywałam kontaktu ze znajomymi, i od tego cały ten fajny związek prysł jak bańka mydlana on powrócił do kol i innych rzeczy do tego doszły kłamstwa i to trwa i trwa aż w końcu postanowiłam się rozstać ale okazało sie że jestem w ciąży i od tego momentu stał się nie do poznania. po narodzinach dziecka zaczał znikac z domu na kilka dni a nawet tyg, bedac w tym czasie u rodziców (którzy nie stronią od alko a nawet sie ciesza jak jest bo ma kto postawić) w tym czasie robiac swoje rzeczy z kol... przy kłótni dochodzi do wyzywania mnie od najgorszych ublizania , obrazania, nie jednokrotnie rekoczynów, dziecko zawsze pozostaje na moich barkach nawet kiedy jest w domu, a kiedy chce wyjśc nawet po zakupy to zawsze z dzieckiem, idać sie myć tylko kiedy dziecko spi bo w przeciwnym razie bede miec przez kilka dni wypominane ze sie musiął zajmować a ja sobie czas sama spedzam, ja juz jestem tym wszytskim zmeczona. rano wstając potrafi mnie zyzwać od najgorszych bez powodu, niesety te jego wypady kończa sie tym ze po tyg go w pracy on w zupełniości jest nieodpowiedzialny. proszę o radę bo ja go kocham i to tez moja wina bo mam cieżki charakter jestem bardzo zazdrosna, po mału przechodzi w manie kontrolowania go, ale nie wiem co robic bo jak po tym tyg sie odezwie i prosi o pomoc zeby chce wróćić bo bez nas nie da rady, to ja tak chce wierzyć ze jeszcze raz to dla mnie (nas ) zrobił, że teraz mając dziecko powtórzy to i się zmieni ale po tyg lub dwóch dopóki znów nie sięgnie po alko i nie ucieknie z domu. bo to trwa rok odkąd znika z domu. każdy mi radzi żebym dała z nim spokój ale nie mogę bo wiem ze on się zagubił i to przeze nie to wszystko się zniszczyło, ja nie mogłabym znieść tego jak niszczy sobie życie bo ciągle mam nadzieje ze mu pomogę i będzie jak kiedyś. jedynie co to szkoda mi dziecka bo nie chce żeby od małego byłą świadkiem awantury w której pełno jego krzyków i moich łez, co robić ..?

Redakcja

@Bezradna – przykro mi z powodu twoich problemów. Przyznam, że w pierwszej chwili również pomyślałem o konieczności waszego rozstania. Jednak zastanawiając się nad tym problemem odchodzę do wniosku, że to nie koniecznie musi być jedyne rozwiązanie. Przede wszystkim powinnaś spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Przeczytaj artykuł pt.: Będziesz tego żałować na starość. Być może on ci pomoże nabrać nieco dystansu. Spojrzeć na swoje życie z perspektywy staruszki, którą kiedyś się staniesz i będziesz wszystko wspominać jako odległy etap swojego życia.

Oczywiście to nie wystarczy. Musicie oboje podjąć świadomy wysiłek zmierzający do naprawy związku. Być może dobrym rozwiązaniem okazałaby się wspólna terapia u psychologa. Wiele osób się przed takim rozwiązaniem wzbrania, ale też jest faktem, że dobry psycholog jest w stanie pomóc. Warunek: oboje tak samo mocno musicie chcieć zmiany na lepsze. Jeśli jedno z was nie wykaże chęci... wówczas związek rzeczywiście jest skazany na porażkę i lepiej go zakończyć. Myślę, że przede wszystkim musicie ze sobą porozmawiać na spokojnie i ustalić, czego oczekujecie po wspólnym życiu. Jeśli owe oczekiwania będą zbieżne to OK. Jeśli nie będą... chyba sam już wiesz, co należy zrobić.

Ola

Nie wiem czy ktos to przeczyta, ale wydaje mi sie że i ja jestem w takim związku. Moj partner jest strasznie zazdrosny zerwalam z nim niedawno i mowil ze sie zabije jak do niego nie wroce i grozil mi i mojemu koledze ze przyjedzie i go pobije bo mysli ze rzucilam go dla niego. Nie da sie nic mu przetlumaczyc często slyszalam ze jestem żałosna, ograniczona, bez wyzwisk na moich znajomych i rodzine tez sie nie obeszlo... no i coz teraz jestesmy w takiej separacji i nie wiem czy do niego wrocic czy nie. Jego zazdrosc dobija czuje sie przy nim strasznie mala. Duzo plakalam w tym zwiazku a dodam ze jest to zwiazek na odlegosc i jest jeszcze ciężej. Kocham go i ciezko mi podjąć decyzje.

Redakcja

@Ola, ujmę to tak: masz dwa wyjścia z tej sytuacji. 1 – wrócisz do zazdrośnika i (najprawdopodobniej) będziesz przez resztę życia nieszczęśliwa. Tak przynajmniej wydaje mi się na podstawie opisu waszych dotychczasowych relacji. 2 – zakończysz toksyczny związek i ułożysz sobie dobre życie. Wybór wydaje się prosty, prawda? Chcesz być szczęśliwa czy nieszczęśliwa? Odpowiedz sobie na to pytanie.

A jeśli chodzi o groźby to pamiętaj, że tego typu zachowanie jest karalne (o ile się nie mylę, art. 190 kodeksu karnego). Nagraj jego groźby, a potem zgłoś wszystko na Policję. Nie wolno ulegać w takich kwestiach. Jeśli to zrobisz, już zawsze będziesz przez tego człowieka zniewolona.

Angelika

Witam.w związku jestem a w zasadzie byłam 4 lata (pare dni temu po raz 1000000 ze mną skończyl) Na pozór swietny facet ulozony dający poczucie bezpieczeństwa...żonaty (wiem niepowinnam) mowił ze ja zostawi ze jest beznadziejna daremna itd. Uwierzyłam. Na początku było wszystko super, mówił że kocha że szkoda ze wczesniej się nie urodziłam bo byli bysmy szczęśliwym małżeństwem(jest o 14 lat starszy).Zaczęło się piekło,kazda kłótnia była zwyczajnie przeze mnie(tak twierdził)zawsze ja przepraszałam.Potrafił wiele razy powiedzieć ze jesli mi się nie podoba mogę odejść.Zaczął przychodzić coraz rzadziej,tlumaczył się tym ze to moja wina bo siE tak a nie inaczej zachowywałam.Wielokrotnie mówiłam mu o swoich uczuciach które go nie obchodziły.Zaszłam w ciążę....chciałam urodzic,kiedy mu o tym powiedziałam wyzwał mnie od najgorszych.Miałam zyc według jego zasad,(przestałam spotykać się ze znajomymi)tak jak on chciał,miałam byc podporządkowana, mowił co mam dzieciom dawac jeść,jak sie ubierać, co kupować,zeby był zadowolony tak własnie robiłam.zrobił "jazdę" z powodu tego jakie łózka wybrałam do pokoju moich dzieci(jestem samotna matka)a on ze mną nie mieszkał i przychodził od parady.z powodu tych łóżek kolejny raz ze mną skonczył.juz tak nie potrafię.więcej nie wrócę a on będzie płacił alimenty.sama sobie się dziwię jak mogłam tak zyć bedąc nie dość ze tą drugą to jeszcze o ile dobrze mi się wydaje w toksycznym zwiazku.

susanne :)

Cześć mam 20 lat i chciałabym wam opowiedzieć moją historię. Niestety miałam toksyczne sprawy w dzieciństwie które mnie bardzo załamały. Głównym krytykiem był mój ojciec który potrafił się czepiać o wszystko. Najpierw mnie przechwalał jaka ja jestem mądra , inteligentna , grzeczna , uczynna. A potem pluł na mnie że jestem słaba , nie mądra , głupia , debilką itp. Bo nie spełniałam jego kryteriów . Robił ze mnie córeczkę idealną wymagał ode mnie wszystkiego co dobre , wyglądu , umiejętności , często też porównywał mnie do mojej siostry która według niego lepiej wyglądała bo chciał bym ja była od niej lepsza. Miałam wrażenie że moje potrzeby w rodzinie były ignorowane , miewałam że rodzice nie chcieli mnie wcale słuchać. Nie wiem dlaczego ale pewnie dlatego że nie spełniałam ich oczekiwań. Nie dość że w rodzinie miałam te problemy to jeszcze w szkole nauczyciele znęcali się nade mną psychicznie , wmawiali mi że jestem słaba bo byłam INNA niż inne dzieci!!!!! Oczywiście co nauczyciele nie zrobią dla portfela!! Siostrą też nie miałam dobrych relacji co zrobiłam w szkole ona donosiła , nie mogłam być sobą bo zaraz uwagi , pouczania i wtedy zgubiłam swoje własne ja! Co niestety skutkiem było nisko samoocena. Ojciec często lubił mi dokuczać , wyśmiewać i wytykać błędy z przeszłości co mnie bardzo raniło. Tak na prawdę nami się zajmowała się tylko mama a ojciec nie bo nigdy nie miał czasu bo był zawsze zmęczony. I dzięki temu nie znam ojcowskiej miłości , potem wyjechał do Holandii gdy miałam 13 lat za pieniędzmi. Wtedy się w ogole mną nie interesował a potem narzekał że wcale do niego nie piszę . Dodam że z moją mamą nigdy nie mieli dobrego związku! Moja mama zawsze według niego była nienormalna , brzydka , dziwką. Ciągle mi opowiada że ona go zdradzała , okradała go że mnie tak na prawdę nie kocha. Ojciec zabraniał mamie kupować sobie rzeczy , rozkazywał jej co ma robić , odbierał jej wolność , nakładał jej obowiązki których sam nie robił , nad sukcesem moje rodzeństwa pracowała mama a nie on , a potem jest dumny z dzieci których zawsze nadużywał przemocy psychicznej. Nigdy jej nie powiedział kocham cię , pomogę ci w opiece nad dziećmi tylko całe życie narzekał. Przez to nie potrafię kochać , mężczyzna wydaje mi się zły , że związek jest zbudowany na kłamstwie , na kłótniach na wyzwiskach , brak wolności tak właśnie widzę związek i nie znam dobrej strony miłości. Jak dla mnie miłość nie istnieje!!!

Redakcja

Susanne, przykro mi, że miałaś takiego ojca. Nikt na coś takiego nie zasługuje. Jedyne, co mogę napisać w tej sytuacji: pamiętaj, że nie wszyscy ludzie są tacy sami. Również wśród mężczyzn znajdziesz wielu porządnych gości. A co do miłości... ona istnieje. Dowód? Chociażby ja i moja żona. Bardzo się kochamy i nie wyobrażam sobie nawet, żebyśmy mogli zachowywać się w stosunku do siebie w podobny sposób, jak twój ojciec. Wiem więc z własnego doświadczenia, że miłość istnieje.

Ola

witam,
zastanawiam się czy to już toksyczny związek. jesteśmy z moim mężem od 20 lat, mamy 3 dzieci 17,14,9. Dla niego to drugi związek, był żonaty z kobietą, która szybko zaczęła sobie go podporządkowywać, odsuwać od jego rodziny, obrażać się, nie odzywać, zgłaszać pretensje kilka razy dziennie, za wszystko mąż jak twierdził musiał przepraszać; z tamtego związku ma dwie dorosłe już córki. Rozwiódł się, żeby związać się ze mną. Miał pozycję, niezgorsze pieniądze, oczytany, inteligentny, w towarzystwie czarujący i dowcipny. Na początku wszystko układało się jak najlepiej, z czasem jednak pewne problemy stawały się coraz cięższe, tak po 4 latach przyszło dziecko i bardzo chciał żeby z nami zamieszkali moi rodzice, ale nie było to podyktowane sympatią do nich, tylko wygodą, matka zajęła by się kuchnią i wnukiem, tata innymi sprawami, czyli dla wygody. Rodzice wyczuli te intencje i nie chcieli z nami zamieszkać. Nie mógł tego pojąć i zaczęły się pierwsze krytyczne uwagi, zwłaszcza pod adresem matki. Było mi bardzo przykro, zaczął mnie namawiać żebym ograniczyła kontakty z nimi. Za to jak trzeba było dziecka popilnować to oczywiście do moich rodziców jak w dym, na wyjazdy wakacyjne do pilnowania domu i wyprowadzania psa to ja upraszałam swojego ojca ( przestał przyjeżdżać tak 3 lata temu). Swoich rodziców zawsze traktował z najwyższym szacunkiem i o takie rzeczy nie śmiał prosić. Wyjazdy wakacyjne to osobna historia. Na wczasach zajmowałam się gotowaniem i opieką nad dziećmi, bo on przecież zapłacił i ma prawo do wypoczynku, a poza tym skoro nas wozi to wystarczy.

W domu pomocy niewiele, czasem zrobi zakupy.Kiedyś jeszcze mył okna, ale od dłuższego czasu już nie, bo dzieci są duże, więc niech pomagają. Czyli wszystko na mojej głowie.

Przez lata słyszałam upominanie, że jest za głośno bo dzieci hałasują, on nie może pracować, a przecież na nas zarabia, moja pensja to właściwie nic. Zresztą dziećmi się nie zajmował, jedynie na początku najstarszemu synowi parę razy zmienił pampersa i dawał butelkę. Szybko jednak zatrudnił nianię, w końcu miał pieniądze i wolał mieć spokój. Na zakupy otrzymywałam pieniądze z których miałam się rozliczyć. Wychodząc z domu słyszałam " tylko wracaj jak najszybciej".

Słyszałam zawsze, że z nas dwojga to on robi karierę z prawdziwego zdarzenia, mogę oczywiście zająć się pracą, tylko, że on domem i dziećmi nie ma czasu się zajmować.

Przy okazji spotkań towarzyskich przypominał mi żebym się "pokazała", a potem żartował sobie ze mnie, że zawsze coś mi się popsuje w lodówce, czasami oświadczał, że żona opowie dowcip. Czułam się czasami jak kukiełka, ale przy ludziach trudno zrobić scenę. Rozmowy niczego nie dawały, potrafił tak zręcznie odwrócić kota ogonem, że czułam się jak jakaś czepialska, a moje argumenty za idiotyczne, cóż za bzdury mu zarzucałam, on nie potrafił się przyznać do niczego, nie bije mnie, nie pije, nie wyzywa,pieniądze zarabia, to o co mi chodzi?

A mnie chodziło o tę dziwną presję jaką na mnie stale wywierał, że obiad się spóźnia, że potrzebuje koszuli, a ja nie wyprasowałam, że trawię czas na spotkania (i tak rzadkie) a w domu tyle pracy, że dzieci nie potrafię wychowywać, że nie czytam książek, że nie dbam o siebie.

Małżeństwo stało się równią pochyłą i poważnie rozważałam rozwód.

Doszło do nieszczęścia, mąż popadł w chorobę psychiczną, jego kariera podupadła.Paradoksalnie w czasie jego pobytu w szpitalu czułam się świetnie, i dzieci były spokojniejsze. Nie musiałam słuchać co powinnam zrobić, nikt mnie nie krytykował, poczułam się wolna. Po jego powrocie ze szpitala starałam się tę sytuację zmienić, przeprowadziłam poważną rozmowę myślałam, że będzie to nowy start.

Na początku tak rzeczywiście było, ale teraz widzę, że wszystko chyłkiem wraca do starych standardów...

Redakcja

Olu, według mnie twój związek można nazwać toksycznym, ale tak naprawdę nie chodzi tutaj o słowo, jakiego użyjemy do jego określenia. Grunt, że widać problemy i konieczność ich wyeliminowania. W małżeństwie chodzi o to, by wszyscy dobrze się czuli – małżonkowie (oboje) oraz dzieci. Jeśli partner cię unieszczęśliwia, musisz coś z tym zrobić. Oczywiście daleki jestem od radzenia, jakie decyzje powinnaś podjąć. To zależy od ciebie. Musisz rozważyć wszystkie opcje i wybrać to, co będzie najlepsze dla wszystkich.


Dołącz do nas

Polub nas na Facebooku, by otrzymywać powiadomienia o nowościach.

O stronie

"Przewodnik duchowy" jest serwisem, którego treść koncentruje się wokół tematyki rozwoju duchowego i osobistego oraz życia w harmonii z wszechświatem. Uważamy, że duchowość nie ogranicza się do jednej religii czy filozofii – jest uniwersalna i dotyczy w takim samym stopniu wszystkiego i wszystkich. Dlatego też chcemy przybliżyć Ci nauki i mądrości duchowe, niezależnie od źródła ich pochodzenia. Pamiętaj: w duchowości najważniejszy nie jest Bóg, guru czy kościół, lecz człowiek i jego droga.

Szukaj na stronie