Strzeż się opętania

Strzeż się opętania!

Ostatnio miałem okazję brać udział we mszy świętej w jednym z polskich kościołów. Przyjechaliśmy z żoną nieco wcześniej, więc mieliśmy kilka minut na lekturę zamieszczonych w gablocie ogłoszeń. Jakież zdziwienie wywołały u nas dwa plakaty.

Pierwszy z nich ostrzega przed symbolami, które są zagrożeniem dla wiary katolickiej. W zasadzie autor plakatu się nie myli – idee związane z przedstawionymi znakami rzeczywiście mogą odciągnąć wiernych od kościoła. Niestety na plakacie znajdują się błędne informacje oraz nadinterpretacje znaczeń niektórych symboli. Autor robi przysłowiowe „widły z igły”.

Niebiezmieczne znakiOto kilka przykładów:

Krzyż Nerona – w rzeczywistości jest to tzw. Pacyfa. Znak ten został zaprojektowany przez brytyjskiego grafika Geralda Holtoma jako symbol pacyfizmu – jest to znak pokoju i rozbrojenia nuklearnego. Tymczasem w środowiskach kościelnych nazywa się go tzw. Krzyżem Nerona i uznaje za symbol satanistyczny, oznaczający upadek chrześcijaństwa.

Pentagram – na plakacie opisany jako umożliwiający przywoływanie złych duchów. Po pierwsze, żaden znak nie ma mocy przywoływania jakichkolwiek duchów (to zabobon). Po drugie, pentagram jest uważany za symbol Szatana dopiero od XIV wieku. Oryginalnie znak ten uznawano za symbol życia i zdrowia, posiadający właściwości ochronne przed złem i niekorzystnymi zdarzeniami.

Drzewko szczęścia – można powiedzieć, że w pewnym stopniu opis zamieszczony na plakacie jest zgodny ze stanem faktycznym (część odnosząca się do talizmanu przynoszącego szczęście). Moją uwagę przykuła jednak wzmianka o tym, iż „wiara w moc drzewka szczęścia jest zabobonem, a tym samym bałwochwalstwem, sprzecznym z I Przykazaniem Bożym”.

No cóż, w tym miejscu muszę zwrócić uwagę na ważną kwestię, pomijaną przez większość katolików. Otóż symbole mające przedstawiać idee, wartości lub elementy wiary religijnej są sprzeczne nie tylko z pierwszym przykazaniem, ale również z drugim. Nie brzmi ono – jak zapewne sądzi wielu katolików – Nie będziesz brał imienia Pana, Boga swego, nadaremnie. Jego prawidłowe brzmienie to: Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył. Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą; a czyniący miłosierdzie tysiącom tych, którzy mię miłują i strzegą przykazań moich.

Z treści drugiego przykazania jasno wynika, że jego autor przestrzega przed niebezpieczeństwem, jakie leży w tworzeniu „obrazów” związanych z kwestiami duchowymi. Dotyczy to również wszelkich symboli i obrazów, których obecnie używają katolicy (np. krzyż, obrazy święte, medalik z Matką Boską noszony na szyi). Wszystko to jest sprzeczne z przykazaniem, a zatem stanowi bałwochwalstwo i zabobon. Myślę, że zanim ktokolwiek zacznie tworzyć plakaty takie jak przedstawiany przeze mnie, powinien najpierw zapoznać się dokładnie z fundamentami własnej wiary i upewnić się, czy aby na pewno sam nie łamie podstawowych zasad swojej religii.

Przeciwstawiajmy się okultyzmowi i magii

Przeciwstawiamy się okultyzmowiJak najbardziej zgadzam się z hasłem głoszonym za pomocą drugiego ze znalezionych przeze mnie plakatów. Moim zdaniem, wszelkie próby osiągania rezultatów w duchowej praktyce za pomocą magicznych bądź innych „dróg na skróty” są błędem. Więcej nawet: to poważne niebezpieczeństwo dla człowieka. Nie dlatego jednak, że grozi mu utrata duszy na rzecz Szatana czy innego „złego” bytu duchowego. Zagrożenie polega na tym, że osoba uwikłana w praktyki ezoteryczno-magiczne traci kontakt z duchową rzeczywistością i marnuje czas na rzeczy bezowocne (z duchowego punktu widzenia) oraz szkodliwe (głównie dla psychiki), zamiast koncentrować się na tym, co naprawdę może pomóc w rozwoju duchowym.

Wróćmy jednak do kościelnego plakatu. Przyznam się, że czytając go, nieźle się uśmiałem. Nie tylko dlatego, że autor prawdopodobnie nie dysponuje podstawową wiedzą na temat niektórych z wymienionych przez siebie „zagrożeń”. Mój śmiech wzbudziło również łączenie z okultyzmem rzeczy, które – przy posiadaniu choćby odrobiny zdrowego rozsądku – nie mogą być zeń w żaden sposób kojarzone.

Na początek zdefiniujmy okultyzm. To dość ważne, jeśli chcemy rozważać „prowadzące” do niego praktyki. Otóż okultyzmem powszechnie określa się przekonania zakładające istnienie w przyrodzie tajemniczych sił, których wykorzystanie pozwala osiągać rzeczy niedostępne przeciętnemu człowiekowi. Okultyzm można więc określić jako wiedzę tajemną, odkrywającą sekrety zjawisk paranormalnych i wielu niewyjaśnionych zdarzeń. Zjawiska, którymi zajmują się okultyści, są w różnej mierze akceptowane w niektórych światowych religiach, np. w hinduizmie i islamie (głównie w sufizmie), buddyzmie (tantra), judaizmie (kabała), chrześcijaństwie (gnostycyzm). W Kościele Katolickim natomiast okultyzm jest najczęściej kojarzony z kultem Szatana i rytuałami magicznymi.

W tym właśnie tonie został zaprojektowany plakat o tytule: „Mocni w wierze” – w wielu kwestiach kompletnie niezgodny z rzeczywistością i zdrowym rozsądkiem. Autor przedstawia dwie listy:

1. Rzeczy, które prowadzą do okultyzmu

Znalazła się tutaj medycyna niekonwencjonalna oraz homeopatia. Czy to znaczy, że pijąc herbatę z rumianku przy problemach żołądkowych (ziołolecznictwo), zwracam się ku okultyzmowi?

Na liście znalazła się pornografia. Chociaż nie polecam nadmiernego z niej korzystania, trudno mi umieścić ją w tym samym „worku”, co np. radiestezję. Podobnie jest z muzyką techno, książkami o Harrym Potterze czy kursami szybkiego uczenia się. Miałem do czynienia ze wszystkimi wymienionymi rzeczami i jakoś nigdy nie otarłem się przez nie o okultyzm.

2. Rzeczy, które znajdują się w centrum okultyzmu

Niektóre rzeczy znajdujące się w tej grupie są faktycznie niebezpieczne z punktu widzenia praktyki duchowej. Niestety autor plakatu umieścił tutaj również to, co używa sam Kościół Katolicki w swojej pracy – zabobony, amulety, talizmany (patrz wyżej). Najwięcej niedowierzania wzbudziły we mnie jednak „gwiezdne wojny” (prawdopodobnie chodziło w serię filmów i literatury science-fiction o tym tytule). Mieszanie fikcji literackiej z rzeczywistością świadczy jedynie o niepoczytalności autora. Z pewnością nie jest oznaką zdrowego rozsądku czy inteligencji.

Będę szczery. Nie rozumiem powodów tworzenia tego typu plakatów. Zamiarem ich autorów było zapewne demonizowanie w oczach katolików rzeczy, które odciągają ich od kościoła. Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu ludzi odsuwa się od życia kościoła i wybiera oddzielną ścieżkę duchowego poznania. Nie sądzę jednak, żeby plakaty – w jawny sposób ukazujące ignorancję swoich autorów – miały przyczynić się do zatrzymania wiernych w świątyni. Budzą raczej śmiech i politowanie. U samych katolików zresztą też.

Ten artykuł został opublikowany w „Przewodniku duchowym” nr 10

Zmień czyjeś życie na lepsze! Udostępnij:
Share on Google+Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponEmail this to someonePrint this page

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pisząc komentarz zastosuj się, proszę, do naszych zasad komentowania.

O Stronie | Polityka Prywatności | Zasady Autorów | Warunki Użytkowania | Kontakt

© 2012-2017 Przewodnik duchowy. Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie treści zabronione. | W oparciu o MyThemeShop.