Zaświaty

Skok w zaświaty

Wielu ludzi zastanawia się, czy ich osobowość znika po śmierci, czy też przechodzi do innego świata, gdzie może kontynuować swoją wędrówkę. Ta odwieczna tajemnica, którą rodzaj ludzki stara się rozwikłać, leży u podstaw całej duchowości. Wszystkie religie, filozofie i systemy teologiczne starają się odpowiedzieć na kluczowe pytanie: czy istnieje życie po śmierci?

Jedno wiemy na pewno: nikt nie wraca z zaświatów. Umarli nie mogą opowiedzieć nam nic na temat swojej dalszej drogi. Nie mamy nawet jednego świadka, który mógłby przekazać garść rzetelnych i weryfikowalnych informacji. Mimo że półki w księgarniach uginają się pod ciężarem licznych publikacji o życiu pozagrobowym, tak naprawdę nic na ten temat nie wiemy. W każdym razie nic dostatecznie pewnego, by uznać to za fakt.

Jednak jest coś, czego możemy być pewni: życie trwa tutaj, na Ziemi. Dysponujemy określoną ilością czasu i możemy go dowolnie spożytkować. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, żebyśmy poświęcali długie godziny na czytanie książek o zaświatach, reinkarnacji czy Sądzie Ostatecznym i drodze do zbawienia. Niestety wszystkie te teksty są tylko teoriami stworzonymi przez człowieka. Nawet jeśli autor zarzeka się, że otrzymał przekaz od Boga, anioła czy innej istoty duchowej, nie możemy mieć gwarancji co do prawdziwości jego słów.

A jednak większość ludzi z uwagą słucha proroków i kaznodziei opowiadających o cudach zaświatów. Zamiast korzystać z możliwości, jakie przynosi życie, ciągle myślą o tym, co stanie się po śmierci. Zawsze mnie to zastanawiało. Czy strach przed odejściem z tego świata jest tak wielki, że musimy budować w sobie silną wiarę w istnienie zaświatów? Może po prostu potrzebujemy iskierki nadziei, że to, co widzimy, nie jest jeszcze wszystkim?

Spekulacje na temat życia po śmierci są bezcelowe. Nigdy (przynajmniej dopóki żyjemy) nie dowiemy się prawdy na ten temat. Możemy wierzyć w nieśmiertelność duszy; możemy modlić się o ocalenie – ale nie możemy mieć pewności, że śmierć nie jest końcem istnienia.

Po co więc to wszystko?

Skoro nie wiemy, czy istnieje życie po śmierci, jaki jest sens rozwoju duchowego i pracy nad sobą? Czy nie lepiej oddawać się przyjemnościom i żyć lekko, bez trosk i problemów?

Zanim odpowiem na to pytanie, napiszę o pewnej mojej przyjaciółce. Otóż kilka lat temu miała wypadek samochodowy. W jego wyniku zapadła w śpiączkę i przeżyła śmierć kliniczną. Jak wiele osób przed nią, będąc w stanie agonalnym, przeszła przez mroczny tunel, widziała zmarłych wcześniej krewnych i przyjaciół oraz odczuwała bezkresny ocean światła i miłości. To doświadczenie zmieniło ją nie do poznania. Wcześniej była ateistką, po tym doświadczeniu zaczęła wierzyć w Boga i chodzić do kościoła co niedzielę. Jest teraz o wiele szczęśliwsza niż przed wypadkiem.

Można więc powiedzieć, że jej życie zmieniło się na lepsze. Czy aby na pewno? Jest zadowolona – to prawda. Swoje postępowanie podporządkowała jednak niepewnym wyobrażeniom na temat życia pozagrobowego. Doświadczenia mojej przyjaciółki można bowiem wyjaśnić na wiele sposobów. Halucynacje umierającego umysłu to pierwsze, co się nasuwa. Wielu ludzi – naukowców, filozofów i mistyków – badało już fenomen doświadczeń z pogranicza życia i śmierci. Po dziś dzień spierają się praktycznie we wszystkich kwestiach.

Co z tego wynika?

Nic ponadto, że ludzie mają skłonność przyjmować pewne założenia (często oparte na spekulacjach bądź wierzeniach) za niepodważalną prawdę. Kiedy doświadczamy czegoś, co koi nasze lęki i zaspokaja marzenia, bez większych zastrzeżeń przyjmujemy to za rzeczywistość. Nie rozwodzimy się nad prawdziwością doznanych wizji. Są pokrzepiające; po cóż więc poddawać je w wątpliwość?

Człowiek jest istotą świadomą nieuchronności zbliżającego się kresu życia. Jest to powód wielkiego smutku i cierpienia. Wielu z nas zamartwia się tym, że ma tak mało czasu do przeżycia. Z tego rodzi się wewnętrzna potrzeba znalezienia dowodu na życie wieczne (a przynajmniej czyjejś relacji, którą będzie można uznać za pewnik). Wiara w życie wieczne ułatwia codzienną egzystencję i daje nadzieję na przyszłość.

W rzeczywistości jednak nie możemy w żaden sposób sprawdzić, co stanie się z naszym duchem po rozpadzie ciała. Możemy założyć, że coś się stanie. Wszak w przyrodzie nic nie ginie. Energia nie przestaje istnieć ot, tak sobie. Pozostaje w nieustannym ruchu; wiruje w tańcu niekończącej się przemiany.

Ktoś mógłby w tym miejscu zauważyć, że właśnie opowiedziałem się za istnieniem życia wiecznego. Skoro energia nie ginie… to coś musi się z nią dalej dziać. Tak właśnie jest – przemawia za tym coraz więcej badań naukowych, z fizyką kwantową na czele. Problem w tym, że nikt z nas nie wie, co takiego naprawdę dzieje się z człowiekiem po opuszczeniu ciała.

Co więc będzie dalej?

Przyjrzyjmy się życiu; temu, które toczy się właśnie w tej chwili. Co takiego możemy o nim powiedzieć? Co możemy stwierdzić o sobie z pełnym przekonaniem? Sokrates mawiał: „wiem, że nic nie wiem”. Jakże mądre są te słowa. Lecz czy naprawdę nic nie wiemy o sobie?

Jest coś, czego możemy być pewni. Otóż nasze osobowości stale się rozwijają, przekształcają się i wzrastają. Nie inaczej jest po śmierci. Podejmowane przez nas decyzje i ich konsekwencje trwają dalej, a my doświadczamy rzeczywistości w zupełnie nowy sposób. Nie odbieramy jej poprzez zmysły, gdyż one już nie istnieją. Dusza nie posiada zmysłów. Nie sposób tego opisać, więc nie będę nawet udawał, że jestem w stanie. Cokolwiek dzieje się po śmierci, nie ma tak naprawdę znaczenia. Liczy się to, co dzieje się teraz.

Jeśli oczekujesz miejsca w Raju, nie licz na to, że otrzymasz je od kogokolwiek. Nawet Bóg ci go nie da. Sam musisz je zdobyć, a jedynym niezawodnym sposobem jest osiągnięcie prawdziwego szczęścia tu i teraz. Człowiek szczęśliwy będzie miał w naturalny sposób czyste sumienie i nie będzie nikogo krzywdził. Jak więc mógłby zostać potępiony? Żaden Bóg nie odrzuciłby takiej osoby, nawet zatwardziałego ateisty.

Jeśli natomiast ktoś nie potrafi być szczęśliwy za życia, nie zmieni się po śmierci. To tak nie działa. Jeśli liczysz, że Bóg pstryknie palcami i nagle odczujesz absolutne szczęście… no cóż, przeliczysz się. Jako człowiek posiadający wolną wolę nie możesz być przez nikogo przemieniony w osobę szczęśliwą. Sam musisz to osiągnąć.

Ten artykuł został opublikowany w „Przewodniku duchowym” nr 4

Zmień czyjeś życie na lepsze! Udostępnij:
Share on Google+Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponEmail this to someonePrint this page
Komentarze
  1. Anna
  2. Jan Spirytysta
  3. monika
  4. Redakcja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pisząc komentarz zastosuj się, proszę, do naszych zasad komentowania.

O Stronie | Polityka Prywatności | Zasady Autorów | Warunki Użytkowania | Kontakt

© 2012-2017 Przewodnik duchowy. Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie treści zabronione. | W oparciu o MyThemeShop.