Nie osądzaj

Nie osądzaj, a nie będziesz sądzony

Nie osądzaj – to stara zasada, którą możemy znaleźć w naukach wielu mędrców. Także w Biblii znajdziemy coś na ten temat: Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni (Mt 7,1). Skoro więc jest to tak ważna zasada, dlaczego niewielu ludzi stosuje ją w swoim życiu?

Osądzanie ma kilka obliczy, lecz nie będę w tym miejscu zajmował się każdym z nich. Napiszę parę słów o sądzeniu w kontekście rozwoju duchowego. Zrozumieć bowiem zasadę nieosądzania to nauczyć się praktykować duchowość ze spokojnym umysłem i czystym sercem.

Nie osądzaj, a nie zawiedziesz się

Trzecie przykazanie rozwoju duchowego:
Nigdy nikogo nie osądzaj i nie bierz sobie do serca, jeśli sam zostaniesz przez kogoś osądzony.

Nie jesteśmy tu na Ziemi po to, by być istotami perfekcyjnymi. Kto uważa inaczej, jest w błędzie. To prawda, że w większości religii i doktryn filozoficznych kładzie się nacisk na mentalną i moralną doskonałość, ale czy jest to rzeczywiście słuszne? Czy stawianie przed ludźmi wygórowanych standardów jest dobrym kierunkiem?

Zapewne wielu z was myśli teraz: „przecież oświecenie/zbawienie jest celem naszych działań”. To właśnie jest cel, który dla wielu ludzi stanowi najważniejszą kwestię istnienia. Tymczasem prawda jest taka, że w ogóle nie potrzebujemy oświecenia. Ono niczego nam nie da; nie zmieni rzeczywistości, w której żyjemy. Niczego nie ułatwi ani nie otworzy przed nami nowych możliwości.

Nie musimy więc dążyć za wszelką cenę do doskonałości, do ulepszania siebie. Jesteśmy świetni tacy, jacy jesteśmy w chwili obecnej. Naszym zadaniem powinno być raczej dbanie o życie w harmonii ze swoją prawdziwą naturą.

Tymczasem wielu ludzi woli koncentrować swoje wysiłki na tym, żeby inni postrzegali ich jako wspaniałych i wartościowych. Wręcz domagają się posłuchu i uwagi. Szukając podziwu płynącego z zewnątrz, zapominają o tym, co jest naprawdę ważne.

Z takiego postępowania rodzi się rywalizacja i pragnienie oceniania wszystkiego i wszystkich. Ten jest lepszy, a tamten czegoś nie potrafi; jeden stoi w pierwszym rzędzie ludzi sukcesu (przez co jest wzorem do naśladowania), drugi mieszka w małej mieścinie i prowadzi skromne życie („trzymajmy się więc od niego z daleka”).

W ten sposób tworzymy mnóstwo historii o innych ludziach. Opowieści te są zwykle pełne sądów i pejoratywnej krytyki. Całe społeczeństwo zanurza się w bajkopisarstwie, przestając powoli odróżniać prawdę od fikcji. Nie jest bowiem łatwo wyłowić plotkę, która nie ma pokrycia w faktach. A im więcej ich krąży po świecie, tym bardziej zaćmione myśli błąkają się po naszych umysłach. Zwłaszcza że owe plotki są bardzo przekonywujące. A jeśli jeszcze zostaną poparte artykułem w prasie czy reportażem w TV – całkowicie tracimy prawdziwy obraz rzeczywistości. I coraz łatwiej osądzamy innych.

Bardzo ważne jest uświadomienie sobie, że to my współtworzymy wszystkie iluzje i wypływające z nich osądy. To nie jest tak, że coś powstaje z niczego. Nawet jedno złe słowo musi mieć swoje źródło i nośnik do dalszej podróży. My jesteśmy tym nośnikiem.

Jako istoty obdarzone wolną wolą możemy dokonać wyboru i nie uczestniczyć w globalnym teatrzyku. Nasze opowieści są bowiem najczęściej bardzo egoistyczne i ograniczające. Prowadzą często do fundamentalizmu i poniżania osób cechujących się odmiennością od ogólnie przyjętych wzorców.

Bardzo łatwo można znaleźć przykłady takich zachowań. Chociażby tutaj, w Internecie. Na forach dyskusyjnych rzucamy w siebie obelgami tylko dlatego, że czyjeś poglądy nam się nie podobają. Na blogach wypisujemy zgryźliwe komentarze – pokazujemy wówczas (w naszym mniemaniu) swoją wyższość, którą możemy się przez kilka chwil napawać do woli. To tylko przykłady, ale za to powszechne.

Nie osądzaj, czyli nasza szara codzienność

Osądzanie jest zatem codziennością i niełatwo się od niego uwolnić. Na szczęście nie jest to rzecz niemożliwa do zrealizowania. Pamiętajmy, że inni ludzie nie są naszymi wrogami. Nawet jeśli się z nami nie zgadzają; nawet jeśli sami nas źle osądzają – to nie jest jednoznaczne z atakiem i koniecznością kontrataku.

Im bardziej będziemy się angażować w mentalno-emocjonalne konflikty, tym bardziej będziemy odrywać się od rzeczywistości. Z łatwością można się w tym zatracić. Wówczas przyszłość naszego społeczeństwa nie będzie się rysować w ciepłych barwach.

Oparcie się pokusie wygłaszania sądów odkryje pewien fakt (niewidzialny na co dzień): wszyscy mamy takie same prawa. Nie chodzi o przepisy prawne w rozumieniu państwowych ustaw i rozporządzeń, ale o prawo do pojmowania rzeczywistości we własny, niezawisły sposób.

Jeśli ktoś wierzy w Boga, ateista powinien to uszanować. Jeśli ktoś modli się do drewnianej figurki Śiwy (bóstwo hinduskie), katolik powinien powstrzymać się od osądu i krytyki. Jeśli ktoś fascynuje się UFO, nikt nie powinien się z niego śmiać.

Jak nauczyć się nieosądzania?

Zdaję sobie sprawę, że powstrzymanie się od wydawania sądów jest trudne. Na wszystko jednak można znaleźć środek zaradczy. Ilekroć ciśnie mi się na usta jakiś pejoratywny osąd, korzystam z kilku „sposobów” ułatwiających mi powstrzymanie się od jego wygłoszenia:

  1. Kiedy mnie ktoś krytykuje, najpierw uśmiecham się i dziękuję rozmówcy za konstruktywną krytykę. To rozładowuje nerwowe napięcie i chęć wyprowadzenia kontruderzenia. Dopiero w drugim zdaniu odpowiadam na zarzuty. Zwykle jest to już spokojna i wyważona (w miarę moich skromnych możliwości) odpowiedź.
  2. Zawsze pamiętam, że nie jestem ideałem ani osobą wszechwiedzącą. Mogę się mylić, więc nie wolno mi unosić się gniewem, ilekroć ktoś mnie skrytykuje. Wolę się za to poważnie zastanowić, czy nie popełniłem błędu.
  3. Zadaję sobie pytanie: czy mam solidne podstawy, by kogoś lub coś ocenić w określony sposób? Podczas rozprawy sądowej nie można ogłosić wyroku bez dowodów, prawda? W życiu codziennym również można spokojnie stosować tę zasadę. W ten sposób unikniemy wielu problemów.
  4. Jest takie znane powiedzonko: nie oceniaj książki po okładce. Z doświadczenia wiem, że bardzo często okładka nie idzie w parze z zawartością. To się tyczy tak książek, jak i ludzi, wydarzeń czy czegokolwiek innego. Pierwsze wrażenie jest bardzo ważne, ale nie zawsze zgodne z prawdą.
  5. Ostatnia zasada (co nie znaczy, że najmniej ważna) jest prosta: jeśli ktoś popełni błąd, lepiej pomóc mu go naprawić, niż drwić i przez to pogłębiać konsekwencje owej pomyłki. Od dawna wiadomo, że tam, gdzie ludzie ze sobą współpracują, sukcesy przychodzą szybciej i łatwiej niż tam, gdzie ludzie ze sobą walczą.

 

Autor: Wojciech P. P. Zieliński

Zmień czyjeś życie na lepsze! Udostępnij:
Share on Google+Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on StumbleUponEmail this to someonePrint this page
Komentarze
  1. Krysia
  2. Janusz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pisząc komentarz zastosuj się, proszę, do naszych zasad komentowania.

O Stronie | Polityka Prywatności | Zasady Autorów | Warunki Użytkowania | Kontakt

© 2012-2017 Przewodnik duchowy. Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie treści zabronione. | W oparciu o MyThemeShop.