Rozwój duchowy

Twoja droga do harmonii i szczęścia

Komentarze do artykułu:

Zaufanie do siebie – bądź własnym mistrzem

« Wróć do artykułu

Większość komentarzy znajdujących się poza systemem Disqus to wpisy archiwalne, dokonane przez Czytelników przed zmianami wprowadzonymi na stronie. Zachęcamy do korzystania z Disqus. Jeśli jednak wolisz nadal dodawać swoje komentarze bezpośrednio na stronie, pozostawiamy taką możliwość w postaci tego oto formularza.

Teresa

Czy możemy zaufać w pełni drugiemu człowiekowi lub nawet samemu sobie? Według mnie nie.

W pełni można zaufać tylko Bogu, bo tylko On jest doskonały.

Wystarczy pamiętać o tym, że każdy człowiek może się mylić. Nawet my sami.

Wojciech P. P. Zieliński

@Tereso, ty i Bóg jesteście jednością. Skoro ufasz Bogu, jak możesz nie ufać samej sobie? To, że się można pomylić nie wyklucza możliwości darzenia siebie zaufaniem. Spróbuj przynajmniej zaufać sobie w jednej kwestii: że będziesz postępować najlepiej, jak tylko jesteś w stanie. Myślę, że to w zupełności wystarczy.

Jakub

Gratuluję wspaniałej strony. Jestem pod wrażeniem i z pewnością będę tutaj często wracał :)

Co do artykułu, zgadzam się z wieloma kwestiami. Uważam, że człowiek, który rozwija się duchowo nie powinien zajmować się sprawą istnienia lub nieistnienia Boga (osobowego), ponieważ żyje w Bogu każdego dnia. Dodam jednak, że moim zdaniem należy zachować uważność, aby nie popaść w nastawienie obrażania wszystkich religii i doszukiwania się w nich samych negatywnych stron. Wtedy zamiast rozwijać się duchowo, pracować nad współczuciem wobec wszystkich istot, zaczynamy czuć się lepsi od tych "wierzących".

mała uwaga: "gdyż żadnych nigdy nie popełnia."

Tutaj chyba wdarł Ci się jaki przypadkowy błąd, albo nie rozumiem co masz na myśli :)

Pozdrawiam
Jakub Mikołajczak

Wojciech P. P. Zieliński

Jeśli chodzi o fragment: "gdyż żadnych nigdy nie popełnia" – nie ma tutaj żadnego błędu. Chodziło mi o człowieka żyjącego w zgodzie w naturą wszechświata, innymi słowy: o osobę oświeconą (albo prawie). We wszechświecie nie istnieją żadne grzechy, są one wytworem ludzkim. To my, w oparciu o swoją moralność, ustalamy zachowania "grzeszne". W rzeczywistości jednak coś takiego jest tylko iluzoryczną ideą. Mówimy, że zabicie drugiego człowieka jest grzechem. Ale czy lew zabijający innego lwa (który np. wszedł na jego tereny łowieckie) jest grzechem? Oczywiście, że nie. Grzech to coś, co sami określimy jako złe.

Mędrzec nie czyni jednak niczego sprzecznego z naturą swoją i wszechświata. Z tego wynika, że nie popełnia żadnych grzechów. Są one bowiem sprzeczne z jego istotą. Oczywiście, chrześcijanin uzna za grzech, jeśli ktoś nie będzie chodził w niedzielę do kościoła. Ale pozwól, że zapytam: czy, z punktu widzenia wszechświata (czy nawet Boga), absencja na mszy świętej jest grzechem?

Angelika

Witam wszystkich cieplutko!

Na wstepie napisze, ze bardzo lubie ta strone!

A Co do rozwazan nad religiami :

Koscioly Sa swiatyniami ludzi,

Caly swiat jest swiatynia Boga!

I w nim tez jest miejsce i dla Hitlera i dla Stalina! Czy sie to komu podoba, czy nie!

Pozdrawiam :)

Krysia

... Lepiej iść w poświacie własnego cienia niż w blasku kogoś innego... W momencie dotarcia do celu, cień zostanie porzucony... Ten proces może być porównany do cienia jakie rzucają przedmioty o poranku – początek naszej drogi. Po naszym wieloletnim przeobrażaniu się jesteśmy transparentni, że światło nie wydobywa z nas żadnego cienia – słonce w południe... Cień został porzucony, bo my staliśmy się świetliści...

.... Przez wiele lat szukamy w książkach, na warsztatach duchowych odpowiedzi na nasze pytania: – Skąd przychodzimy, dokąd zmierzamy ?.. Uczymy się języka ezoterycznego, psychologii duchowej, rożnych systemów duchowych i jeździmy na warsztaty duchowe, by w sobie odkryć odpowiedz na dręczące pytania. W momencie, gdy na tyle oczyściliśmy swoją historię nawiązujemy kontakt z mistrzem duchowym. I oto on nas prowadzi od wydarzeń do wydarzeń tłumacząc, co to za proces przebiega... tak to trwa, aż do wyzwolenia własnego wyższego ja z zapomnienia. Teraz ono ma nas ma doprowadzić do cudownego doświadczenia "kim jesteśmy". Za tą chwilą tęskniliśmy przez całe życie, szukając namiastki tego w ludzkich wersjach miłości... Po doświadczeniu tego ekstatycznego uczucia błogostanu nigdy już nie będziemy uciekali od siebie, szukając miłości poza sobą. Już zawsze będziemy zakotwiczeni w sobie cudownej energii uczuć, emanując na zewnątrz cudowną wibracją akceptacji, ciepła, życzliwości i bezinteresowności...

Grażyna Grace Tallar

Dla mnie ten artykuł powinien by podstawą wszelkiego rozwoju, a szczególnie rozwoju duchowego.

Także pierwszym prawem inteligencji emocjonalnej jest sprawdzenie naszych paradygmatów myślenia, gdyz do 6-go roku życia nasz umysł programuje wszystkie dane z najbliżego otoczenia.Wtedy nie analizuje, nie porównuje, nie dywaguje. Często nasze poglądy, wcale nie są naszego autorstwa. Myslec, myśleć i analizować wszystko z różnych punktów widzenia, oczym traktowaly tez poprzednie artykuły.

ps
Do artykułu Wkradł sie maly błąd semantyczny: ekonomista zna lepiej prawa, zasady, reguły. Prawidła służą czemu innemu.

Wojciech P. P. Zieliński

@Pani Grażyno, bardzo dziękuję za zwrócenie uwagi. Już poprawiłem i teraz brzmi lepiej.

Agnieszka

Cieszę się, że ktoś prowadzi takie rozważania... zaufać sobie, dać sobie prawo do odczuwania w naturalny, swój własny sposób... bo na ogół nie bardzo potrafimy żyć... "rozwój duchowy" – to powinna być wiedza powszechna. Całe pokolenia mają zmarnowane życia, puste, idiotyczne, bezrefleksyjne. Nie mogę wyjść z zadziwienia jak łatwo można ludźmi manipulować i wciągać ich w swoisty letarg, w sprawy, które jedynie marnują im życie, zabierają czas i energię. Najważniejsze jest ciągle zadawać sobie pytanie: po co, dlaczego coś ma zrobić, dlaczego mam kogoś posłuchać itd. To rzecz jasna wymaga ciągłej dyscypliny, uważności... ale warto.

Krysia

"... Gdyż żadnych /błędów/ nigdy nie popełnia"

... Bardzo mi się podoba ten fragment zdania. Ten cytat zawiera prawdę z najwyższego poziomu postrzegania praw życia na Ziemi.

Z punktu widzenia architekta tego wymiaru, każdy człowiek żyjąc tak czy inaczej nie popełnia żadnego błędu... wszystko rozgrywa się tak jak ma być... Pojęcie błędu wprowadza syndrom pojęcie dobra i zła, oceniania, które są filarami świata walki przeciwieństw. Odwieczna walka dobra i zła i ocenianie oślepiło nas, że nie widzimy naszej podstawowej istoty naszego bytu... Każda istota wywodzi się ze Źródła. Ta sama struktura uczuć, tylko tematy doświadczeń są inne...

.....Raz odgrywasz rolę skąpca a raz doktora Judyma... Raz jesteś zakonnicą z zablokowanym czakramem serca / /Magdalenki – film/, a raz prostą kobietą, do której wszyscy się garną i dostają wsparcie... i tak dalej ... okrutnicy i świeci przewijają się na przemian w ludzkim wymiarze...

Po odegraniu wszystkich ról przeznaczonej danej duszy / zespołowi świadomości, która jesteśmy/ integrujemy te doświadczenia i z takim darem dla Boga wychodzimy ze świata walki, by wejść do krainy harmonii. Krainy bez oceniania, bez przeciwników, bez separacji... żyjemy w poczuciu jedności z materią ożywioną, bo wszystko co żyje wywodzi się z jednego źródła...

Nie ma błędów / pojęcie błędu, martwienie się, gdybym... to instrumenty pomnażania cierpienia / są tylko scenariusze do odegrania...

... Co więc zrobimy w takim kontekście z Hitlerem, Stalinem...?

Wojciech P. P. Zieliński

@Krysiu – myślę, że Hitlera i Stalina do mędrców raczej zaliczyć nie można. Prawdziwy mędrzec w istocie nie popełnia błędów, gdyż wszystkie jego czyny pozostają zawsze w harmonii z wszechświatem. To ludzie, którym do mędrców jeszcze daleko nie potrafią zachować równowagi w swoich umysłach i sercach. Z tego powodu dochodzi do działań często zbrodniczych (jak w przypadku wspomnianych wyżej panów).

Marta

Witam! Ja na Twój tekst patrzę też przez perspektywę swojej pracy, gdzie codziennie odpowiadam na pytania młodych ludzi dotyczące szeroko pojętego życia. I do jakich wniosków dochodzę? Ano do takich, że współczesne szkoły, nauczyciele -mędrcy, poniekąd nakazują młodym ludziom przyjmować do wiadomości "prawdy objawione" i nie wolno im z nimi dyskutować, podważać, odkrywać na nowo swojej drogi i wyciągać wniosków – a przecież na tym powinna polegać nauka, zdobywanie wiedzy i doświadczenia, nie sądzisz? Może moje spojrzenie jest szerokie i trochę odbiega od tematu, ale takie właśnie wnioski mi się nasunęły po przeczytaniu tego tekstu...

Pozdrawiam cieplutko!

Wojciech P. P. Zieliński

Zgadzam się, Marto. Nauka nie polega na bezkrytycznym akceptowaniu wszystkiego, co się nam pod nos podsunie. Ona polega na zapoznaniu się z obecną wiedzą, a następnie na sprawdzaniu jej prawdziwości. Jeśli okaże się błędna trzeba ją zmodyfikować. Do tego właśnie jest potrzebne zaufanie. Gdyby Kopernik nie ufał sobie i swoim umiejętnościom (a co za tym idzie wynikom pracy), wyrzuciłby swoje dzieło do kosza. Przecież w jego czasach teoria Ziemi jako centrum wszechświata była powszechnie akceptowaną wiedzą "naukową".

Tadeo

Trudno się jest nie zgodzić, że wiara, zaufanie kryją w sobie niebezpieczeństwo. Ślepa wiara zawsze była obosiecznym mieczem. Jeżeli wierzymy osobom godnym zaufania, wychodzimy na tym dobrze. I vice versa. Jednak nie zgodzę się, żeby z upływem czasu przesłania religijne stały się coraz bardziej niezrozumiane.

Mam tutaj na myśli przesłania religii, która niewiele ma wspólnego z "kolesiem z wiecznym uśmiechem na twarzy". Są zawarte w Starym i Nowym Testamencie. Ludzkość do dzisiaj tak naprawdę jeszcze ich nie zrozumiała. Chociaż rozumie je obecnie dużo lepiej niż w przeszłości. Jak jest to możliwe? Zapraszam do lektury artykułu na ten temat, link poniżej.

http://kosmologia.info/pewne-przeslanie-bedace-motorem-rozwoju-ludzkosci/

Jakub

Wojtku, mój błąd! Nie przeczytałem całego zdania i dlatego nie zrozumiałem dokładnie o Ci chodzi. Teraz jednak zapoznałem się z całością oraz z Twoim powyższym komentarzem i pojąłem co masz na myśli.

Co do Twojego pytania: a czy msza święta ma jakikolwiek związek z naturą działania wszechświata? Moim zdaniem nie, w związku z tym absencja na niej nie może być uznana za grzech. Zresztą msza święta to oczywiście tylko wytwór systemu religijnego, a przykazanie konieczności uczestniczenia w niej, moim zdaniem bardziej jest związane z kwestią utrzymania instytucji niż zbliżenia się do Boga. Po pierwsze, mędrzec nie potrzebuje żadnych przykazań (narzuconych wartości), a po drugie, czuje obecność Boga wszędzie, w każdym przedmiocie, roślinie – nie czuje potrzeby "grupowej modlitwy w specjalnym budynku".

Chciałbym jeszcze nawiązać do komentarza Teresy – czy uważasz, że rozwój duchowy jest możliwy bez wiary w Boga? Czy duchowość jest również dla ateistów? Moim zdaniem zdecydowanie tak. Wiara w Boga nie jest konieczna do tego, aby podziwiać i delektować się pięknem natury wszechświata i żyć z nim w zgodzie. Oczywiście nie twierdzę również, że jest zbędna – po prostu myślę, że nie ma potrzeby aby pojęcia "duchowość Bóg" były ze sobą na stałe związane :)

Wojciech P. P. Zieliński

@Jakub – jak najbardziej: rozwój duchowy jest możliwy bez wiary w Boga. Posunę się nawet do stwierdzenia, że idea Boga nie ma w ogóle nic wspólnego z rozwojem duchowym. Wiem, to może się wydać na pierwszy rzut oka bardzo kontrowersyjne stwierdzenie. W rzeczywistości jednak pojęcie Boga jest kwestią przyjęcia pewnej idei. Jest to idea wykreowana przez człowieka i na użytek człowieka. Jej celem jest wyjaśnienie pewnych zjawisk i ukojenie obaw dotyczących rzeczy niewyjaśnionych. Zamiast pobudzać do rozwoju (jak chociażby robi to niewiedza), otrzymujemy pakiet gotowych odpowiedzi i nie mamy już powodu szukać ich samodzielnie. Jeśli ktoś chce wierzyć, nie ma w tym oczywiście nic złego. W żaden sposób nie mam zamiaru krytykować religijności. Niemniej nie można samej wiary utożsamiać z rozwojem duchowym. Ona wchodzi w zakres pojęcia "duchowość", a to nie to samo co "rozwój duchowy". To są dwie różne rzeczy. Można być człowiekiem głęboko uduchowionym, a jednocześnie nie rozwijać się duchowo. I odwrotnie. To może się wydawać paradoksalne, ale czasami człowiek, którego duchowość w ogóle nie interesuje (np. ateista) rozwija się duchowo o wiele bardziej niż inni. Ale to już temat do rozważań na inny dzień.

Krysia

..Wojtku , jeżeli założenie jest prawdziwe , że nasz własny cień doprowadzi do światła ,... Nasze wnętrze projektuje naszą rzeczywistość....i wszystko co sprawia ból w drodze powrotnej wygasza się w nas .... by emanować harmonią.....

.... To co zrobimy z Aleksandrem Wielkim co palił całe miasta..dla przykładu podbitym narodom.... W jakim celu zjawiają się takie istoty na Ziemi ?

..... Wrócę do tematu ...

..... Jaki jest cel stworzenia człowieka ?

..... Jaki jest cel pojawienia się dobrych czy świętych ludzi na świecie?

..... Jaki jest cel pojawiania się złych ludzi?

..... Jaki jest cel pojawiania się okrutników na wielką skalę?

Wszyscy wywodzimy się z jednego źródła, więc po co taka rozpiętość doświadczeń?

Wojciech P. P. Zieliński

@Krysiu, to bardzo ciekawe pytania. Myślę jednak, że odpowiedzi na nie mogą okazać się niezbyt przyjemne dla większości osób. Nie ma bowiem żadnego konkretnego celu w istnieniu naszym czy ludzi takich jak wspomniany przez ciebie Aleksander Wielki. Istniejemy dlatego, ponieważ chcemy istnieć. Tylko tyle. Nie ma w tym żadnej mistycznej tajemnicy.

Każdy z nas jest istotą obdarzoną świadomością i wolną wolą, prawda? Dlatego też jest zdolny do podejmowania autonomicznych decyzji. Aleksander palił miasta, Hitler mordował niewinnych ludzi tylko z powodu ich narodowości, etc. – tych ludzi nazywamy złymi i zastanawiamy się po co w ogóle się urodzili. Pamiętajmy jednak, że to jest tylko nasze subiektywne zdanie. Co więcej, tacy ludzie jak chociażby Hitler, również posiadali swoje poglądy i umiejętność podejmowania decyzji. Może nam się to nie mieścić w głowach, ale oni najprawdopodobniej nie uważali siebie za złych ludzi. Każdy z nich miał swoje powody, by działać w taki, a nie inny sposób. Hitler był zbrodniarzem – to nie ulega wątpliwości – ale sam zapewne za zbrodniarza się nie uważał. Był przecież "człowiekiem z misją".

Pozwól, że teraz ja zadam pytanie: jaka jest różnica między Hitlerem (mordującym tysiące ludzi z powodu narodowości), a papieżem Urbanem II, który wezwał do pierwszej wyprawy krzyżowej (czyli mordującym tysiące ludzi z powodu wyznania)? Moim zdaniem nie ma żadnej różnicy. Jedno i drugie to ohydna zbrodnia. Jedno i drugie było solidnie umotywowane i usprawiedliwione (przynajmniej w chorych umysłach organizatorów). Niemniej dzisiaj, pierwszy z nich jest uważany za złego człowieka, a drugi za osobę błogosławioną (beatyfikowany w 1881 r.).

Emilia C.

Tak, jak napisałeś, Wojtku, każdy wielki nauczyciel może nam tylko pokazać drogę do oświecenia. Myślę, że jeśli zachowamy własną niezależność i bardziej się damy prowadzić swojemu wewnętrznemu głosowi, niż twierdzeniom innych ludzi, to drogę do oświecenia może też pokazać każda religia.

Przypomina mi się tutaj opowiadanie o słoniu stojącym w ciemnym pokoju. Do pomieszczenia wchodzi jeden człowiek i dotyka trąby słonia. Wychodzi i opowiada wszystkim, że słoń to coś podobnego do węża – miękkiego i giętkiego. Po chwili wchodzi do pomieszczenia inny człowiek i dotyka nogi słonia. Wychodzi i mówi, że pierwszy człowiek jest w błędzie, bo słoń jest podobny do pnia drzewa. Obaj doświadczyli tylko wycinka rzeczywistości, a uważają, że zrozumieli już wszystko. Pomogłaby tu pokora i otwarcie na zdanie innych ludzi – być może uzyskalibyśmy szersze wejrzenie w naturę rzeczywistości, a na świecie byłoby mniej konfliktów na tle religijnym i nie tylko :)))


Dołącz do nas

Polub nas na Facebooku, by otrzymywać powiadomienia o nowościach.

O stronie

"Przewodnik duchowy" jest serwisem, którego treść koncentruje się wokół tematyki rozwoju duchowego i osobistego oraz życia w harmonii z wszechświatem. Uważamy, że duchowość nie ogranicza się do jednej religii czy filozofii – jest uniwersalna i dotyczy w takim samym stopniu wszystkiego i wszystkich. Dlatego też chcemy przybliżyć Ci nauki i mądrości duchowe, niezależnie od źródła ich pochodzenia. Pamiętaj: w duchowości najważniejszy nie jest Bóg, guru czy kościół, lecz człowiek i jego droga.

Szukaj na stronie