Rozwój duchowy

Twoja droga do harmonii i szczęścia

Komentarze do artykułu:

O rozwoju osobistym słów kilka

« Wróć do artykułu

Większość komentarzy znajdujących się poza systemem Disqus to wpisy archiwalne, dokonane przez Czytelników przed zmianami wprowadzonymi na stronie. Zachęcamy do korzystania z Disqus. Jeśli jednak wolisz nadal dodawać swoje komentarze bezpośrednio na stronie, pozostawiamy taką możliwość w postaci tego oto formularza.

Radek

Słuszne spostrzeżenie. Hasło, fraza, kategoria, dziedzina czy nazwa "Rozwój Osobisty" zdobyła wielką popularność i zgodnie trendami handlu i biznesu jest naciągana na wszystkie strony, aby spowodować większą sprzedaż. Nazwa "Rozwój Osobisty" jest również często używana przez ludzi, którzy nie wiedzą jak skategoryzować książki, które mają za zadanie nauczyć czytelnika, jak obchodzić się z samym sobą, dlatego książki Brian Tracy, Napoleon Hill lecą do tego samego wora razem Joseph Murphy. Owe książki mają za zadanie uświadomić czytelnika o prawach rządzących światem, jak właściwie zarządzać samym sobą i poprawić jakość życia, dlatego na pierwszy rzut oka wszystkie książki, niektórym ludziom mogą wydawać się podobne, jednak zasadniczo różnią się celem do jakiego namawia autor. Akurat jestem szczęściarzem i miałem zaszczyt spotkać się z ludźmi którzy rozwojem osobistym nazywają "wskoczenie komuś na plecy" aby być bliżej kariery. Ja nazwał bym to "rozbojem osobistym", tak, ta nazwa zdecydowanie bardziej pasuje.

Dużo ludzi na każdy smartfon mówi iPhone, bo ich światopogląd jest zbyt wąski, wiedzę czerpią z reklam telewizyjnych, w sumie dlaczego mieli by nie nazywać "rozwój osobisty" wskakiwanie drugiemu na plecy... w końcu to Ci sami ludzie.

Chyba ukradli nam nazwę "rozwój osobisty", ale ja się nie dziwie i już piszę dlaczego.

Kreowanie nowej marki i sloganu jest bardzo do siebie podobne. Pompuje się mnóstwo kasy w reklamy żeby ludzie, wybrany przez marketingowców slogan, kojarzył się z promowanym produktem. Pomijam wojnę o frazy w wyszukiwarkach internetowych. W następnej kolejności pieniądze muszą się zwrócić w postaci zysków z sprzedaży produktu. Więc skoro "rozwój osobisty" wykreował i zrobił się trendy sam, baz żadnych nakładów to normalną koleją rzeczy jest że ktoś to wykorzysta dla zarobienia pieniędzy.

Jeśli tak się sprawy mają to ja "Rozwijam się duchowo" tej nazwy nikt nie podiwani, bo nie nadaje się do handlu. Ludzie chcący zarobić kupę kasy i osiągnąć szczyt kariery materialnej, nie będą posługiwać się taką frazą.

Chyba że będziemy krok do przodu i zbudujemy nową nazwę, na przykład "rozwój jestestwa" , "wzbogacanie duchowe" itp. Może się nie przyjmie, ale każdy będzie wiedział o co chodzi, mam na myśli dla poszukiwaczy. Uf poszukiwacz trafi na taką nazwę to będzie chciał ją zbadać, pazerny przejdzie dalej bo to nie śmierdzi forsą ;-)

Joanna

Słusznie zauważyłeś. Ludzie często zatracają się w pędzie do bogactwa. Zapominają nawet o swoim człowieczeństwie i liczy się dla nich tylko społeczny aspekt życia – pozycja zawodowa, sukces, majątek itp. Bardzo często się spotykam z takim podejściem.

Porochen

Jedno nie wyklucza drugiego. Można poświecić się karierze zawodowej, zarabiać dużo pieniędzy, a jednocześnie koncentrować się na innych wartościach w życiu. Być może są ludzie, którzy o tym zapominają, ale nie można generalizować. Nie wszyscy tak mają. Ja, dla przykładu, mam dobrą pracę i można powiedzieć, że robię karierę. Moim najważniejszym celem życiowym jest jednak rodzina. Na nich się koncentruję.

Andrzej

Ciekawy wpis. Zgadzam się z Tobą w 100%. Też czytałem książki wyżej wymienionych autorów, ale zauważyłem, że im bardziej współczesna publikacja, tym więcej w niej materializmu. Co do samego rozwoju to uważam, że w każdym z nas jest pragnienie rozwoju. Tak jak trawa dąży do wzrostu, tak my pragniemy być lepsi.

Wyróżnia się jednak trzy poziomy rozwoju: fizyczny, duchowy i umysłowy. Niestety większość ludzi z nowoczesną filozofią życia skupia się wyłącznie na rozwoju materialny – fizycznym zapominając o duchowości i umyśle. Liczy się to co na zewnątrz. Co widoczne gołym okiem: dom, super bryka (sam jeżdżę 13 letnim autem na LPG), seksowna kobieta u boku.

Niestety tendencja jest taka, że z roku na rok coraz bardziej się to pogarsza.

Chociaż tacy ludzie mają dużo na koncie, to czują pustkę i niedosyt.

Magdalaena

Bardzo sensowny wpis. Ja nigdy nie interesowałam się za bardzo rozwojem osobistym, bo zawsze okazywało się, że ten rozwój miał prowadzić wyłącznie do kariery i pieniędzy. Nie było żadnych rad dotyczących zdobywania tego co naprawdę ważne – zdrowia, miłości, szczęścia, zbawienia.

Mr. UFo

Problem polega na tym, że wszystkie te kolorowe amerykańskie książeczki w stylu Sekretu problem rozwoju osobistego traktują z poziomu ego. Zapominają o tym, że ego to najgorszy możliwy doradca. Mówią – możesz spełnić swoje marzenia. Nie mówią jednak, że twoje marzenia to na 99% marzenia twojego ego. Marzenia o karierze, sukcesie, bogactwie, to marzenia ego. Marzenia, które zostały wykreowane w naszych głowach przez społeczeństwo, kulturę (żeby nie powiedzieć pop-kulturę), religię, a których wcale byśmy nie mieli, gdyby nie środowisko, w którym żyjemy. Czy ktoś z nas marzyłby o wielkim telewizorze plazmowym, albo luksusowym samochodzie gdyby żył sobie gdzieś w górach, odcięty od cywilizacji, nie mając pojęcia o istnieniu takich rzeczy? Ego karmi się iluzją, ulega lękom, modom, idzie "za tłumem", nabiera cech i pragnień "tłumu" i przestaje zdawać sobie sprawę jakie są nasze osobiste pragnienia i potrzeby. Ego widzi matrix, nie widzi rzeczywistości. Jeśli z tego poziomu zaczniemy realizować marzenia, zaczniemy realizować marzenia ego, to zatracimy się w iluzji materializmu, w iluzji tego, że zewnętrzne przedmioty lub okoliczności dadzą nam szczęście, podczas gdy zewnętrzne okoliczności nie mogą dać trwałego szczęścia, bo same nie są trwałe. Życie to ciągłe zmiany, wszystko przemija, zarówno to czego unikamy jak i to czego pragniemy. Szukanie szczęścia w zewnętrznych okolicznościach, to trwanie w iluzji.

O tej podstawowej prawdzie zapominają "śliczne, kolorowe, amerykańskie" książeczki o rozwoju osobistym...

Michał

I niech rozwój prowadzi do kariery i pieniędzy, bo bez nich głupio jest żyć :). Uczymy się 12 lat w szkole i idziemy na studia właśnie po to, by zapewnić byt swojej rodzinie. Zwierzęta też pracują, zdobywają pożywienie, walczą o samice (hmm, czemu te blondynki na trzecim miejscu dałeś, to ja nie wiem :) ). Podobnie my dbamy o to, by posiadać dom, założyć rodzinę, zarabiać. To są normalne rzeczy i tak je traktujmy.

I jeszcze jedno. Każdy dojrzewa na swój sposób i ma własne tempo. Jeśli ktoś chce robić karierę, niech robi. To jest jego życie. A *jeśli* kiedyś zauważy, że nie o to mu chodziło, to znaczy, iż dojrzał i zacznie robić co innego. Może tak, jak Ty mówisz, przystanie, popatrzy, pomyśli. Nie poganiajmy innych. Nie dostosowujmy innych do naszej wizji świata. Bo każdy ma wolność wyboru i nie mamy prawa tego ograniczać.

Poza tym, po co oceniać?

Wojciech P. P. Zieliński

@Michał – nie mam nic przeciwko zarabianiu pieniędzy i dążeniu do zdobywania rzeczy, o których marzymy. Problem pojawia się, kiedy zaczynamy żądać dla siebie zbyt dużo. Zgadza się, ludzie już nie marzą, oni żądają. Bo przecież "im się należy, mają do tego prawo, a świat ma obowiązek im to dostarczyć". W ten sposób myśli wiele osób, coraz więcej z każdym pokoleniem. W żaden sposób, oczywiście, nie mam zamiaru krytykować kogokolwiek. Wszyscy podejmujemy decyzje za samych siebie. Niemniej, coraz częściej, nasze decyzje mają fatalne skutki. I nie ma w tym nic złego, jeśli sami ponosimy konsekwencje swoich błędów. Ale co, jeśli za nasze błędy będą musieli płacić inni? Takiego podejścia nie mogę zaakceptować. Zawsze powtarzam, że każdy człowiek ma prawo robić co mu się żywnie podoba (a niech sobie i satanistą będzie), pod warunkiem, że nie krzywdzi innych istot żyjących. To jedna z zasad, według których sam staram się żyć.

@Mr Ufo – cała nasza cywilizacja karmi nas iluzjami hołdującymi materialistycznym dążeniom. Marzenia stają się przedmiotami i odwrotnie. Świetnie ująłeś podstawowy problem współczesnej literatury o rozwoju osobistym. Dzisiaj uczy się nas, że kolejny produkt z chińskiej fabryki uczyni nas szczęśliwymi. A w dawnych czasach uczono, że tylko duchowe zdobycze mają prawdziwą wartość. Według mnie ludzkość wcale się nie rozwija. Rozwijają się nasze umiejętności wytwarzania dóbr materialnych, ale my cofamy się w rozwoju. Co było dla wszystkich oczywiste tysiące lat temu, dzisiaj jest niezbadaną tajemnicą, którą można znaleźć tylko w starożytnych księgach. W tym miejscu nasuwa mi się na myśl Tao Te Ching – starożytne dzieło będące w istocie książką o rozwoju osobistym/duchowym. Jakże jej nauki różnią się od tekstów Tracy’ego, Kyosaki’ego czy Vitale...

Mita

Wojtku,cieszy mnie bardzo ze jestes.

Mała

Wspaniały artykuł :) Chciałabym polecić wszystkim stronkę lonerwolf.com o prawdziwej duchowości przez duże D. To amerykański odpowiednik tej strony. Jest tam dużo o reinkarnacji i czakrach i duszy, ale i o mądrym życiu po prostu. Ja tez kiedyś goniłam za pieniędzmi i sukcesem, rozkręcałam firmę.....Dziś żyjemy z mężem i córeczką skromnie. Ale mamy czas na rodzinne czytanie książek w łóżku :) /w weekendy/, piesze wycieczki po Warszawie ze Spacerownikiem w dłoni, wizyty w knajpkach "za 1 grosik". Polecam wszelkie pierożkarnie i zapiexy...jest niedrogo, pysznie i swojsko.

Wycieczki po górach z plecakami, 2-dniowe wypady w nieznane samochodem. Kierunek i hotel wybieramy na chybił-trafił....I bardzo nam tak dobrze :)))))

Grażyna Grace Tallar

Jak każdy, ten artykuł jest wart glębszego przemyślenia. Jestem właśnie w trakcie pisania książki związanej z poczuciem szczęścia, którego tak wszyscy poszukują i mam bardzo podobne refleksje. Po pierwsze, samo pozytywne myślenie nie tylko nie rozwiązuje problemu, ale nie pozwala na realną ocenę rzeczywistości. Raczej pomaga w tym solidny system wartości. Po drugie, do mdłosci mnie doprowadza pranie mózgu ludziom, że wszystko mogą osiągnąć, czego zapragną. Taka sytuacja rodzi wielu sfrustrowanych, którzy wtedy postrzegają siebie jako nieudaczników, niezdolnych do cieszenia się sobą i życiem. Wszystko w równowadze, a przede wszystkim najważniejsze jest poznanie siebie, swoich silnych stron i swoich możliwości. Wtedy dopiero możemy budować solidny fundament i rozwijać się.

Mr. Ufo

Nie jest wg mnie tak źle. Książeczki wymienionych przez Ciebie autorów to jednak tylko jakiś tam nurcik w całej dostępnej obecnie literaturze. Owszem, nurcik silnie promujący sam siebie, ale jednak tylko nurcik. Przeciwwagą dla niego jest cała masa książek, które kwestie rozwoju traktują dużo głębiej. Choćby stary, poczciwy, ostatnio bardzo często wydawany Osho, genialny Eckahart Tolle, dość trudny, ale bardzo głęboki Ken Wilber, czy N.D. Walsch i jego seria "Rozmowy z Bogiem". Nawet cały nurt Radykalnego Wybaczania traktuje kwestie rozwoju całkiem głęboko. Tak więc nie jest wg mnie tak źle, jest naprawdę w czym wybierać także wśród współczesnej literatury i z czasem można dojść do całkiem niezłej wprawy w szybkim "odsiewaniu ziarna od plew" :)

Wojciech P. P. Zieliński

@ Mr. Ufo – przytoczyłeś wspaniałych autorów. Niestety są oni przez wielu traktowani jako autorzy piszący o rozwoju duchowym. Miłośnicy rozwoju osobistego często są niechętni tego typu literaturze. Oczywiście, jest to podstawowa literatura o rozwoju człowieka. Według mnie rozwój duchowy = rozwój osobisty. Dla mnie to po prostu to samo i jedno bez drugiego istnieć nie może.

Vitale i spółka reprezentują nie tylko "jakiś tam nurcik", jak to określiłeś, lecz bardzo silną falę zalewającą umysły młodych ludzi. To często prowadzi do postrzegania rozwoju osobistego, jako drogi do sławy i bogactwa. Według tego typu autorów, rozwijasz się kiedy zdobywasz nowe szczyty, prześcigasz innych w tzw. wyścigu szczurów. Na tym się koncentrują. Co prawda, nie krytykuję za takie podejście (każdy ma prawo do własnych poglądów), lecz chciałbym zwrócić uwagę młodych ludzi na bardziej duchowe podejście do kwestii rozwoju osobistego. Jak by na to nie patrzeć, jedynymi rzeczami, które będziemy mogli zabrać ze sobą w zaświaty są te, które będziemy nosić w swoich sercach i umysłach. Konta bankowego, samochodu i platynowej płyty już nie weźmiemy...

Izabella

Nie zgodzę się z Mr.Ufo – jeśli chodzi o "Ego". Wydaje mi się ze zatracanie własnego "ego" jest dość bezmyślne, dlatego że można przypuszczać, że zostaliśmy w "ego" wyposażeni z jakiegoś powodu. Więc chyba lepiej zrobić z niego dobry użytek zamiast się go wypierać.

Rafał Dudek

Czasem ludzie nie umieją jeszcze patrzeć głębiej, a jednak coś ich przyciąga do rozwoju osobistego. Wtedy faktycznie dążą do fajnej dziewczyny/faceta, kasy i samochodu.

To jest OK. To jest etap przejściowy. W swoim rozwoju i dążeniu do kasy odkryją te głębsze wartości. Ich droga po prostu prowadzi poprzez materializm do miłości. To jest OK jak każda inna droga.

Właściwie, im szybciej zdobędą kasę, seks i samochody, tym szybciej odkryją, że chcą czegoś więcej. Czegoś głębiej.

Sam kiedyś dążyłem do kasy. Zrozumiałem, że chcę szczęście a nie kasę dopiero, gdy miałem kasę i dalej byłem nieszczęśliwy.

W ten sposób dzieje się transformacja, która dla mnie jest fascynująca, a nie niepokojąca :-)

Radek

W ogóle o co chodzi z tym dążeniem do bogactwa materialnego i karierą zawodową ? Może czas na sprecyzowanie pewnych określeń. Kariera zawodowa i dążenie do bogactwa materialnego jest bardzo złe, zabija dusze i umysł, zamyka serca i prowadzi do nienawiści. Nie da się tego pogodzić z rozwojem duchowym.

Jeśli postawimy sobie za cel zarobienie mnóstwa pieniędzy i dążenie do jak najwyższego stanowiska w firmie, to od osiągnięcia sukcesu musimy podporządkować wszystko inne. Nie możemy mieć skrupułów, nie możemy mieć litości, pracować ponad stan i to nawet kosztem swojej rodziny. W firmie blokować przepływ informacji, mobbingować ludzi którzy stanowią potencjalne zagrożenie, wprowadzić szkolenia które podzielą pracowników, po czym będą zmuszeni konkurować pomiędzy sobą. Wprowadzić nowe zarządzenia które będą miały na celu krótkoterminowe zwiększenie dochodów. (Na przykład puścić produkcje na najwyższe obroty, nie przeprowadzać konserwacji maszyn, używać tańszych półfabrykatów.)

Czy przy tym można rozwinąć się duchowo? Nie. Ja to bym się bał że pewnego dnia stanę na stercie gruzów z ręką podniesioną do góry i powiem sobie, "wygrałem wszystkie bitwy ale przegrałem wojnę".

Można też zrobić inaczej. Można wszystko pogodzić ze sobą, być szczęśliwym, mieć pieniądze, rozwijać się duchowo i oglądać uśmiechnięte twarze innych ludzi.

Zarobienie pieniędzy jest stosunkowo łatwe. Jedynie co potrzeba to rozwój osobisty w prawidłowo rozumianym znaczeniu tego słowa. Czyli, przeprowadzić szczerą rozmowę z samym sobą, określić zasoby intelektualne i materialne jakimi się dysponuje. Przeanalizować swoje przychody i rozchody. Odpowiedzieć sobie na pytanie za co mi płacą i jaką wartość przedstawiam. Generalnie chodzi mi o to żeby nazbierać wystarczającą ilość informacji do poprawnej oceny. Następnie co muszę zrobić żeby więcej zarabiać. Obrać kurs, kim chce być i co robić. Wziąć dodatkowe lekcje, spotykać się z ludźmi którzy specjalizują się w tej samej dziedzinie, zwiększyć swoją wartość.

Oczywiście to potrwa ładnych parę lat ale wtedy nie musisz brać udziału w wyścigu szczurów, pracodawca sam cię znajdzie i będzie chciał ci zapłacić.

Rozwijać się duchowo. Na początek poczytać tą stronę internetową z zrozumieniem. Zastanowić się kto jest autorem tych wszystkich wpisów i co chce przekazać. Zrozumieć jak ciężko jest pisać interesujące artykuły dla nieokreślonej grupy odbiorców. Przemyśleć fakt że ten człowiek robi to zupełnie za darmo.

W China jest tak, jeśli jest źródło z czystą wodą u podnóża góry to Chińczycy robią tam chodnik, wciskają w ziemie rurki, a to wszystko po to żeby jak największa grupa ludzi mogła się napić, nalać wodę do butelek i zanieść najbliższym.

Dlatego powinniśmy robić tak samo z autorem tej strony, pokażmy mu że to co robi ma sens, dajmy mu siłę do dalszej pracy. Jeśli ktoś nie chce pić z tego źródła, to po prostu niech przejdzie obojętnie i pójdzie w swoją stronę.

Marcin

Bardzo ciekawy artykuł. Osobiście też czytałem wiele książek o rozwoju osobistym, programowaniu podświadomości. Pracując przeszedłem szereg szkoleń miękkich m.in. zarządzanie stresem, asertywność w pracy, motywacja... itp. Każda z książek jak również, szkolenia tego typu są dobre jak przefiltrujesz wszystkie informacje i później wykorzystasz. Niestety wiele osób niezdaje sobie z tego sprawy i ślepo wierzą we wszystko co piszą i wykładają zupełnie niezwracając uwagi na innych. W obecnym świecie zaczyna brakować empati a przeważać bezwzględność. Czytając książki czy uczestnicząc w szkoleniach zauważam fałszowanie rzeczywistości.

Wiele osób które przechodzi szereg tego typu szkoleń nie zastanawia się nad ich sensem. Mało tego współpracuje z ludźmi, którzy boją się powiedzieć ba nawet pomyśleć o pewnych negatywnych sytuacjach życiowych bo niedajboże im sie to przytrafi. Jest to smutne i pasuje do formy sekty jak to ładnie zostało ujęte w powyższym artykule.

Uważam, że jest to forma wykorzystania z pracownika jak najwięcej efektywnej pracy i niestety uzależnienia od danej pracy. Spotkałem sie nawet z twierdzeniem, iż jest to forma nowoczesnego niewolnictwa.

Uważam, że przy tym wszystkim poprostu trzeba myśleć i pamiętać, że każda książka napisana została przez człowieka, każde szkolenie zostało przygotowane przez człowieka takiego jak my Warto czytać i uczestniczyć w tego typu szkoleniach ale przy tym myśleć i analizować


Dołącz do nas

Polub nas na Facebooku, by otrzymywać powiadomienia o nowościach.

O stronie

"Przewodnik duchowy" jest serwisem, którego treść koncentruje się wokół tematyki rozwoju duchowego i osobistego oraz życia w harmonii z wszechświatem. Uważamy, że duchowość nie ogranicza się do jednej religii czy filozofii – jest uniwersalna i dotyczy w takim samym stopniu wszystkiego i wszystkich. Dlatego też chcemy przybliżyć Ci nauki i mądrości duchowe, niezależnie od źródła ich pochodzenia. Pamiętaj: w duchowości najważniejszy nie jest Bóg, guru czy kościół, lecz człowiek i jego droga.

Szukaj na stronie